eseje
Na obraz i podobieństwo (esej o istocie sztuki ikony)
2010-03-21
Teologia ikony bazuje na sformułowaniach VII Soboru Powszechnego, opartych na rozproszonych sentencjach z nauki Ojców Kościoła, i wywodzi się przede wszystkim z samej ikony, niejako z jej oczywistości, pozwalającej śledzić dynamizm Tradycji. W wypadku ikony nosi ona na sobie ślady krwi i ognia, a przecież martyrium signum est maxime caritatis. Cała tradycja wiąże możliwość zaistnienia obrazu sakralnego w chrześcijaństwie z faktem Wcielenia. Prawdziwa sztuka nie dąży nigdy do mechanicznego kopiowania rzeczywistości, ale do znalezienia swego własnego sensu. Ikona zmierza do ukazania tego archetypu, który Boski Artysta ukształtował w akcie stworzenia człowieka: „Uczyńmy człowieka na obraz nasz i na podobieństwo nasze” (LXX, Rdz 1,26).

Na dnie upadku i zaciemnienia obrazu Boga w człowieku, Stwórca ukazał ludzkie Oblicze Syna, który jest obrazem Ojca. Możemy więc postrzegać Jego Oblicze i poprzez przebóstwione człowieczeństwo Chrystusa – „szklany świecznik” według określenia Paula Evdokimova – dostrzec Hipostazę czyli Osobę Boga-Człowieka. To z kolei wiąże ikonę z działaniem Ducha Świętego, który namaścił Zbawiciela, zwłaszcza w momencie chrztu w Jordanie, i który odnawia całe stworzenie, pozwalając dostrzec w Kościele ikonę jedności Trójcy, a w każdym człowieku żywą ikonę, obraz Stwórcy. Teologia podkreśla prawdę ikony w odniesieniu do Wcielenia, co uwarunkowane jest stworzeniem człowieka na obraz Boży, czyli ikoniczną strukturą bytu ludzkiego. Chrystus nie wciela się w obcy element, ale odnajduje swój własny obraz w człowieku, ponieważ Bóg stworzył człowieka patrząc na niebiańskie człowieczeństwo Logosu (1 Kor 15,47-49), odwiecznie istniejące w Mądrości Bożej. Chrystus w swym człowieczeństwie jest obrazem – ikoną – Boga Ojca: „kto widzi mnie, widzi Ojca” (J 14,9). Jeden jest Obraz czyli Osoba – według orzeczenia soboru chalcedońskiego – ale ta jedność zachowuje podział na to, co stworzone i na to, co niestworzone. Bóg jest więc archetypem każdej ikony, jest ikoną każdej ikony, Pierwowzorem wszystko ogarniającym. Jest więc według terminologii Dionizego Pseudo-Areopagity Meta-Ikoną czy też Hyper-Ikoną. Podkreśla to modlitwa poświęcenia ikony: „Panie Boże nasz, Ty stworzyłeś człowieka na obraz i podobieństwo swoje, lecz kiedy pierwszy stworzony człowiek przez nieposłuszeństwo poddał się zniszczeniu, wtedy przez wcielenie Twego Chrystusa, który przyjął postać sługi i został ujrzany jako człowiek, odnowił obraz oraz Twych świętych przywrócił do pierwotnej chwały, a my pobożnie czcimy przedstawienia świętych, którzy są Twoim obrazem i podobieństwem, a ich czcząc, Ciebie jako Pierwowzór czcimy i sławimy”. Modlitwa ta pochodzi z późnego okresu, ponieważ Kościół okresu Soborów Powszechnych nie znał specjalnego rytu poświęcenia ikony, ale doskonale oddaje patrystyczne spojrzenie na ikonę.

Ikona ukazuje nam ludzkie oblicze Boga – „On jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15) – i człowieczeństwo Chrystusa jest „widzialnością niewidzialnego”. Gdy Słowo stało się ciałem, zakaz z Księgi Wyjścia (20,4) stracił swoje znaczenie: „Jeśli sztuka nie może przedstawić Chrystusa, oznacza to, że Słowo nie wcieliło się”. Cała teologia ikony zbudowana jest na pojęciach Archetypu i obrazu (ikony), który dąży do przedstawienia Archetypu, wzorca. Również kult dotyczy Archetypu, o czym wyraźnie mówi definicja VII Soboru Powszechnego, odbytego w Nikei w 787 r.: „Orzekamy z całą dokładnością i z troską o wiarę, że przedmiotem kultu powinny być nie tylko wizerunki drogocennego i ożywiającego Krzyża, lecz tak samo czcigodne i święte obrazy malowane, ułożone w mozaikę lub wykonane innym sposobem, które umieszcza się ze czcią w świętych kościołach Bożych, na naczyniach liturgicznych i na szatach, na ścianach czy na desce, w domach czy przy drogach. Są one wyobrażeniami naszego Pana Jezusa Chrystusa, Boga i Zbawiciela, Nieskalanej Pani naszej, świętej Boże Rodzicielki, godnych czci Aniołów oraz wszystkich świętych i świątobliwych mężów. Im częściej wierni będą patrzeć na ich obrazowe przedstawienia, tym bardziej, oglądając je będą się zachęcać do wspominania i miłowania pierwowzorów, do oddawania im czci i pokłonu. Nie otacza się ich jednak taką adoracją, jaka według naszej wiary należy się wyłącznie Naturze Bożej. Oddaje się im hołd przez ofiarowanie kadzidła i zapalanie świateł, podobnie jak to się czyni przed wizerunkiem drogocennego i ożywiającego Krzyża, przed świętymi Ewangeliami i innymi przedmiotami kultu, jak to było w pobożnym zwyczaju u przodków, gdyż cześć oddawana wizerunkowi przechodzi na prototyp, a kto składa hołd obrazowi, ten go składa Istocie, którą obraz przedstawia”.

Zgodnie z definicją Soboru Nicejskiego II przedmiotem kultu nie jest samo „malowidło”, ale podobieństwo do archetypu, czyli bycie „na obraz i podobieństwo”. Chrystus powiedział: „Jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20), i jest obecny w swoim słowie – aby być słyszanym; w Eucharystii – aby być spożywanym; i w ikonie – dla modlitewnego spotkania. „Wiara nie tkwi w barwach, lecz w sercu” (św. Grzegorz Teolog) i człowiek jako obraz Boga również w strukturze swego bytu myśli, wyobraża i tworzy piękno jako symbole i ikony. Sztuka sakralna jest namaszczona przez Piękno transcendentne. Bóg-Piękno czyni z piękna miejsce swojej teofanii. Dlatego też ikona pozostaje w opozycji do obrazu czysto materialnego i kształtów cielesnych. Ikona przenika poprzez „zasłonę” zjawisk, aby dotrzeć do eschatologicznego realizmu przemienionego świata. U podstaw malarstwa ikony nie tkwi indywidualność ludzka, ale sam Chrystus, objawiający się każdemu ikonografowi w jedyny i niepowtarzalny sposób. „Ikona rzeczywiście spada z nieba i jeżeli nie jest nam dana z góry, to w ogóle nie powstanie”.

Ikona ukazuje nam naocznie realizm królestwa Bożego, ponieważ dąży do przezwyciężenia uwarunkowań związanych jedynie z oglądem materialnym. Jej zasadą jest istnienie w człowieku obrazu i podobieństwa Bożego, a także niemożliwość całkowitego zniszczenia tego obrazu i podobieństwa. Chrystus przyszedł przywrócić zniszczonemu obrazowi Bożemu w człowieku jego pierwotne piękno: „W czasach ostatecznych posłałeś Jednorodzonego Syna Twego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przyjął postać sługi i stał się podobnym naszemu poniżeniu”. Mówią też o tym teksty Wielkiego Tygodnia: „W nowym grobie złożony zostałeś, Chryste, i odnowiłeś ludzką naturę […]. Zstąpiłeś na ziemię, aby zbawić Adama, i nie znalazłszy go na ziemi, Władco, aż do otchłani zstąpiłeś, szukając go”. Ikona przedstawia rzeczywistość odnowionego obrazu Bożego w człowieku, odnosi się więc do eschatologicznej pełni. Okazuje nam niejako namacalnie rzeczywistość zbawioną i podnosi wszystko do poziomu rzeczywistości zbawionej. Tę pełnię bytu symbolizuje frontalne ustawienie postaci. Jedynie szatan przedstawiany jest wyłącznie z profilu, co symbolizuje niepełny byt i byt nieprzemieniony. To okazanie rzeczywistości zbawionej powoduje, że ikona w twórczy sposób przełamuje zło i zniszczenie, jakie niesie grzech. Sztuka ikony przekazuje nam „rzeczy przyszłe, rzeczy wieku przyszłego, to znaczy tworzy wyobrażenie o tym, jak będzie wyglądało zmartwychwstałe ciało ludzkie”. Cała ikona jest oczekiwaniem, ikona nie jest zwrócona wstecz, do raju ziemskiego, do historii, ona jest zwrócona do królestwa Bożego, do przyszłości. Okazuje więc nam teologię ciała ludzkiego, zejście Boga w ciało ludzkie i tego konsekwencje. Malarstwo ikony interesuje się bowiem realizmem rzeczywistości transcendentnej.

Ikona nie przedstawia bowiem, ale objawia, sama jest obecnością i wspólnotą. Cały wystrój cerkwi jest uobecnieniem rzeczywistości transcendentalnej i tej zasadzie podporządkowany jest program ikonograficzny świątyni. W tym sensie możemy mówić o tym, że ikona przezwycięża zło, ujawniając nam realizm eschatologicznej pełni: „Ale my wszyscy, z odkrytym obliczem patrząc jak w zwierciadle na chwałę Pańską w ten sam obraz się przemieniamy” (2 Kor 3,18). Ikona ukazuje nam człowieczeństwo jako ogniste języki Pięćdziesiątnicy w ludzkiej postaci. Wyjawia obraz Boży w człowieku, którego podobieństwo przeszło kiedyś w niepodobieństwo, i patrząc na przemienione człowieczeństwo jak w lustrze widzimy Boga, ponieważ człowiek jest stworzony na Jego obraz. Ikona nie jest więc celem samym w sobie, lecz prowadzi do bytów prawdziwych, czyli do archetypów, aby ukazać sens tego świata, który jest drogą. Ikony są nie niej drogowskazami do rzeczywistości noumenalnej. Daje też ikona świadectwo o istnieniu już teraz w świecie pewnej formy paruzji. Od obrazu Chrystusa wznosimy wzrok naszego ducha do nieskończonego obrazu Boga, bowiem Chrystus zechciał przyjść do nas pod zasłoną ciała.

Ikona odkrywa nam zarazem sens świata, ukryty poza dyskursem myślowym i w tymże dyskursie nigdy do końca nie wyrażalnym. Ikona stawia nas bowiem wobec tajemnicy. Stąd określenie „kolorowa kontemplacja”. „Piękno zbawi świat”, ale piękno jest synonimem Ducha Świętego. Ikona jest syntezą dogmatu, którego wymiar dyskursywny wcale nie zmierza do logicznych definicji, ale do apofatycznej zadumy nad światem.
Ikona jest także miejscem modlitwy i spotkania. Każda ikona pełni rolę „Namiotu Spotkania” z Księgi Wyjścia. Bóg-Stwórca i człowiek artysta bierze udział w stworzeniu, a sensem stworzenia jest piękno. Ikona odnajduje piękno w skażonym przez człowieka obrazie, to piękno, które było pierwotnym zamysłem Boga.

Ikona jest więc misterium obecności Tego, który wymyka się wszelkim określeniom, by ostatecznie od Pantokratora i Stwórcy przejść do nieogarnionego, niezbadanego, nieopisanego, który daje się przedstawić na ikonie jako sługa. Człowieczeństwo Chrystusa jest widzialnością Ojca i przez całą grozę empirii przenika spojrzenie Chrystusa, które jest zarazem spojrzeniem Ojca i Ducha Świętego. Ikona odnajduje spojrzenie Ojca, które rozświetla mrok egzystencji niezachodzącą światłością. Odziewający się w światłość jak w szatę rzuca odblask tej światłości na każdą ikonę, abyśmy zrozumieli, że Chrystus – Światłość prawdziwa – oświeca każdego człowieka przychodzącego na ten świat i w tej światłości widzimy piękno Boga i bytów przed ostatecznym przemienieniem.

W wielkim przyjściu dnia ostatniego Duch Święty dotknie całej ludzkiej twórczości i zachowa ją na zawsze w wiecznej pamięci Boga, która jest istnieniem.
Już teraz ikona wzywa nas do podniesienia serc i umysłów ku innej rzeczywistości: „W górę umysły i serca”, jak w wezwaniu z Liturgii św. Jakuba Apostoła. Przypomina też o tym kanon na święto Narodzenia Chrystusa: „Chrystus się rodzi, sławcie! Chrystus z niebios, spotykajcie! Chrystus na ziemi, wznieście się na niebiosa!” Człowiek jest bowiem istotą, która przekracza samego siebie i nie jest wcale bytem ku śmierci, ale bytem ku zmartwychwstaniu.

Każda kultura tworzy się w obrębie obrzędu. Jest to naturalne, gdyż obrzęd jest formą wyrażania ludzkich uczuć i myśli. Jest formą kultury. Kultura rodzi się z kultu, w nim ma swoje korzenie. Jest siłą przemieniającą świat. Nie ma to nic wspólnego ze stylem, który jest swoistym rodzajem nawarstwiania się akcji odbiorczej określonej epoki. Żywotność dzieła sztuki uzależnia się wtedy od epoki i stopnia wrażliwości odbiorcy. Chodzi o wieczny wymiar kultury. W tym sensie kultura w pełni realizuje się jedynie w świątyni, która wraz z liturgią jest syntezą sztuki. Stąd też dążenie do sztuki jako wszechjedności wszelkich działań, z dotarciem do samego jej sedna, jest celem artysty. Bóg stworzył „niebo” i „ziemię”, i ta dwoistość wyznacza zarazem los sztuki. Sztuka jest na granicy obu tych światów i łączy je w syntezie. Nie jest „rzeczą wśród innych rzeczy”, ale wizją. Każde rozdarcie odbija się na całości kultury i na ludzkim życiu (Paweł Florenski). Między niebem i ziemią, to jest właściwe miejsce sztuki. I jak się wydaje, nie można ograniczać tego miejsca sztuki wyłącznie do ikony, bądź sztuki sakralnej. Każde dzieło jest między niebem i ziemią, wyjawia to, co niebieskie i to, co ziemskie. Tym samym sztuka jest łącznikiem, pomostem między rzeczywistością empiryczną i jej metapłaszczyzną. Jest liturgią objawiającą tę tajemnicę, która wymyka się wszelkim próbom logicznej klasyfikacji. Tajemnica ta odbija się w sztuce jak w lustrze. Tym samym sztuka burzy rzeczywistość zastaną, podnosząc ją do wymiaru bytu przemienionego. Lub też inna rzeczywistość, inna przestrzeń, wdziera się w naszą rzeczywistość. Z tego powodu sztuka ma zawsze charakter zbawczy. Sztuka jest więc czymś więcej, niż jest sama ze siebie. Sztuka uświęca rzeczywistość, gdyż jest naocznym ukazaniem istoty przedstawianego bytu, wydziela z całej rzeczywistości tę jej część, gdzie immanencja spotyka się z transcendencją, czas z wiecznością, zniszczalne z niezniszczalnym, co stanowi równocześnie antynomię sztuki. Antynomia ta zostaje przezwyciężona w syntezie wszystkich przeciwieństw. Jest zarazem podwójnym obiektem piękna – jako przedmiot kontemplacji otoczenia i jako piękno samo w sobie. Sztuka wyznacza granicę między światem widzialnym i niewidzialnym. Piękno zbliża się do swej granicy w miarę przenikania od fenomenów peryferii istoty do jej noumenalnego korzenia. Piękno pochodzi z kontaktu ze światem wyższym, gdyż samodzielne jest jedynie piękno świata wyższego (Paweł Florenski). Sama liturgia Kościoła zrodziła się przede wszystkim jako symbol królestwa i symbol Kościoła wstępującego do królestwa. Człowiek jako „homo liturgicus” syntetyzuje w liturgii architekturę, ikonę, sztukę ognia, zapachu, dymu, szat liturgicznych, choreografii (plastyka rytmu ruchów, wejść, wyjść i procesji), sztukę wokalną i poezję. Ich podstawę stanowi rozkład lektur biblijnych, czyli Biblia. Podobnie jak ikona, tak i sztuka jest szczególnym typem poznania tego, co niepoznawalne, ukazywania tego Archetypu, który Boski Artysta ukształtował w dziele stworzenia. W dziele sztuki przezwyciężona zostaje neoplatońska opozycja noetycznego i zmysłowego poprzez wizję harmonii obu światów. Wiara określa kult, a kult światopogląd, z którego następnie wynika kultura. Zadaniem kultury jest walka z prawami świata, niosącymi śmierć i chaos. W ostatecznym rozrachunku jest to walka Chrystusa czyli Logosu z Antychrystem czyli chaosem (Paweł Florenski). Sztuka znajduje swój pełny wyraz gdy pozostaje w harmonii z rzeczywistością nieba i ziemi. Jest więc paruzją królestwa, jest ikoną królestwa Bożego. A wszelka doczesna twórczość nabiera nieprzemijającej wartości, odbijając w sobie element wieczności. Każdy artysta wędruje więc ciągle „ku tamtej stronie” i rzuca nam swoje dzieła, na których jaśnieje piękno, jutrzenka królestwa, gdyż piękno nie jest tylko harmonią proporcji i kształtów, jest odbiciem piękna Najpiękniejszego.

Gdy 26 lipca 2009 roku patrzyłem na ściany-ikonostasy, na „piękne kąciki”, chusty Veraikonu, na wszelkie typy ikon i przedstawień, zapełniające mieszkanie ks. Stanisława Drąga – który jest zarazem kapłanem i artystą – widząc te wszystkie Jego dzieła od ikon naśladujących naiwność sztuki łemkowskie do dojrzałych form ikony naśladującej Trójcę Świętą Andrzeja Rublowa, powstałe na przestrzeni czterdziestu lat, mogłem potwierdzić jedynie tezę, że poezja i malarstwo są uzupełnieniem myślenia dyskursywnego. Jak w wypadku ikony Trójcy Świętej Rublowa, która powstała pod wpływem wizji i przemyśleń św. Sergiusza z Radoneża. Równocześnie w obcowaniu ze sztuką ikony jej sens, jak sens całej twórczości artystycznej człowieka (a ks. Drąg uprawia także tak zwaną „sztukę świecką”, co nie do końca jest trafnym określeniem), staje się wręcz oczywisty. „Pójdź i zobacz” (J 1,46).

ks. Henryk Paprocki