teologia
TEOLOGIA MAŁŻEŃSTWA: Ojcowie Kościoła i teolodzy o małżeństwie
2014-11-06
1. KLEMENS ALEKSANDRYJSKI (zm. około 212)

KOBIERCE
(fragmenty)

Małżeństwo i celibat

Wstrzemięźliwość jest lekceważeniem ciała w imię zgody z Bogiem. Wstrzemięźliwość bowiem dotyczy nie tylko pragnień seksualnych, ale również innych niewłaściwych pożądań, które są udziałem duszy nie umiejącej ograniczyć się do zaspokojenia potrzeb tylko niezbędnych. Wstrzemięźliwość może się więc odnosić do języka, do stanu posiadania, do używania czegoś i do pożądania. Nie tylko uczy umiarkowania, choć użycza nam także umiarkowania, będąc jednocześnie Bożą siłą i Bożą łaską. Trzeba więc powiedzieć z kolei, jaki jest pogląd naszych przedstawicieli na przedłożony temat. My cenimy stan niezdolności do małżeństwa i uważamy za szczęśliwych tych, komu tego stanu Bóg użyczył. Podziwiamy jednak jednożeństwo i wzniosłość pożycia w tym stanie. Wszak utrzymujemy, że należy wspólnie cierpieć i „nawzajem sobie ujmować brzemienia”, aby nikt „przekonany będąc, że mocno stoi, sam nie upadł”. O drugim dopiero małżeństwie mówi Apostoł: „Jeśli płoniesz, to się ożeń” [Kobierce zapisków filozoficznych dotyczących prawdziwej wiary, przeł. J. Niemirska-Pliszczyńska, Warszawa, 1994, T. 1, s. 231].

Uświęcenie ciała i duszy

Powinien więc u nas ulec uświęceniu nie tylko duch, lecz także sposób życia oraz samo ciało. W jakimż bowiem sensie mówi apostoł Paweł o uświęceniu kobiety przez mężczyznę albo mężczyzny przez kobietę? A jakie jest znaczenie tego, co Pan powiedział do pytających Go o list rozwodowy, mianowicie, czy jest dozwolone oddalić żonę od siebie, jeśli Mojżesz na to pozwolił? Pan odpowiedział: „Mojżesz napisał to ze względu na waszą zatwardziałość serca”. Istotnie, Mojżesz to napisał. Ale czyście sami nie czytali, że Bóg rzekł do pierwszego stworzonego człowieka: Dwoje będziecie jednym ciałem. Kto odsyła swą żonę – chyba że uprawia ona nierząd – ten ją upoważnia do cudzołóstwa”. „Ale przecież – brzmi replika – po zmartwychwstaniu nie będą się żenić i nie będą wychodzić za mąż”. Ale analogicznie powiedziane jest o brzuchu i potrawach: „Pokarmy są dla brzucha i brzuch dla pokarmów, a Bóg i pokarmy, i brzuch unicestwi”. Tymi słowy upomina on tych, którym się wydaje, że mogą żyć jak dziki i kozły, aby nie jedli i nie spółkowali bezwstydnie.
Bo przecież, jeśli istotnie są już pewni zmartwychwstania, jak twierdzą, i dlatego odrzucają małżeństwo, niech także nie jedzą i nie piją, bo Apostoł wyraźnie rzekł, że brzuch i pokarmy ulegną unicestwieniu w dniu zmartwychwstania. Dlaczego więc odczuwają głód, odczuwają pragnienie, doznają dolegliwości cielesnych i innych rzeczy, których nie będzie doznawał ten, kto za pośrednictwem Chrystusa osiągnie pełne i oczekiwane zmartwychwstanie? „A przecież i czciciele bogów pogańskich wstrzymują się od pokarmów i od związków miłosnych”. „Królestwo Boga – mówi Apostoł – nie polega na jedzeniu i piciu”. Oczywiście, przedmiotem troski nawet i magów jest powstrzymywanie się jednocześnie od wina i od spożywania pokarmów mięsnych, i od życia seksualnego wtedy, gdy pełnią służbę ku czci aniołów i demonów. Ale jak pokora ducha jest łagodnością usposobienia, a nie wyniszczaniem ciała, tak samo powściągliwość jest cnotą duszy, nie manifestującą się na zewnątrz, lecz pozostającą w ukryciu.
Są i tacy, którzy nazywają małżeństwo po prostu nierządem i utrzymują, że zostało ono przekazane przez diabła. I w swej pysze powiadają, że tylko oni jedni naśladują Pana, który wszak ani się nie ożenił, ani na świecie niczego materialnego nie posiadał. Chwalą się też, że lepiej od innych rozumieli Ewangelię. Do nich zwraca się Pismo w te słowa: „Bóg działa wbrew zamiarom pysznych, ale daje łaskę pokornym”. Nie wiedzą zatem, dlaczego Pan się nie ożenił? Po pierwsze, miał On swą własną oblubienicę – Kościół; następnie nie był zwykłym człowiekiem, aby potrzebował jakiejś pomocnicy cielesnej. Nie miał również żadnej konieczności płodzenia dzieci, jako trwający wiecznie, oraz urodził się jako jedyny Syn Boży. Sam Pan mówi: „Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozłącza”. I znowu: „Jak to było w czasach Noego, żeniono się, wychodzono za mąż, budowano, sadzono rośliny, i jak było za czasów Lota, tak samo będzie wyglądał powrót Syna Człowieczego”. A że nie mówił do ludów pogańskich, więc dodaje: „A czy Syn Człowieczy, gdy przyjdzie, znajdzie wiarę na ziemi?” „Biada ciężarnym i karmiącym w owych dniach”. Oczywiście i to powiedziane jest alegorycznie. Dlatego nie określił także dokładnie tych czasów, „które wyznaczył Ojciec w swej własnej, niczym nieograniczonej woli”, aby przetrwał świat w następujących po sobie pokoleniach [Tamże, s. 256-157].

Odpowiedzialność rodziców

Ogólnie biorąc, winniśmy nasze rozumowanie na temat małżeństwa, odżywiania się i innych potrzeb doprowadzić do takiego wniosku, że nie należy niczego czynić z pobudki namiętności, a pragnąc tylko tego, co jest konieczne. Nie jesteśmy wszak dziećmi pożądania, lecz woli. A ten, kto się ożenił dla spłodzenia dzieci, winien ćwiczyć się w powściągliwości, aby nie tyle z pożądania własnej żony, którą ma obowiązek kochać, ile z uświęconej i roztropnej woli płodzić dzieci. Nauczono nas przecież „nie zabiegać o ciało ku rozbudzeniu pożądliwości”, lecz postępować „przyzwoicie jak w dzień”, a więc dla Chrystusa i dla świetlistego obcowania z Panem, a nie „pędzić życie wśród kłótni i zawiści”.
Przystoi z kolei przestrzegać powściągliwości nie tylko w stosunku do jednego zakresu, to jest płciowego, ale także w stosunku do tego wszystkiego, czego nasza dusza pożąda w ogóle w zakresie zbytku, nie zadawalając się tylko tym, co nieodzowne, zabiegając zaś o bujność życia. Powściągliwość jest pogardą pieniądza, lekceważeniem rozpusty, posiadania ponętnych widoków, okiełznaniem języka, panowaniem nad złymi myślami. Nawet aniołowie niektórzy, nie zapanowawszy nad sobą, gdy ich ogarnęło pożądanie, z nieba tu na ziemię zostali strąceni [Tamże, s. 262].

Małżeństwo i zmartwychwstanie

Również przytaczają heretycy inne jeszcze słowa: „Dzieci tamtego świata ani się nie żenią, ani nie wychodzą za mąż”. Natomiast jeśli ktoś zastanowi się nad tym pytaniem, dotyczącym powstania zmarłych, i nad samymi pytającymi, to dojdzie do wniosku, że Pan nie odrzuca bynajmniej małżeństwa, lecz zapobiega tylko oczekiwaniu cielesnych pożądań w chwili zmartwychwstania. A słów „dzieci tego świata” nie wyrzekł jako przeciwstawienia do „dzieci tamtego świata”, lecz w tymże znaczeniu, że „ci, którzy urodzili się na tym świecie”, przez sam fakt urodzin będąc dziećmi, rodzą i są rodzeni, gdyż bez narodzin nikt na ten świat nie przyjdzie, lecz te narodziny, sprowadzające z kolei podobny koniec, nie przypadną już więcej w udziale temu, kto raz oddzielił się od tego życia. „Jeden więc jest Ojciec wasz, Ten w niebiesiech”, ale także Ojciec wszystkich bez wyjątku jako Demiurg, to jest Stwórca świata. „Nie nazywajcie więc nikogo ojcem waszym na ziemi” – mówi, jakby chciał powiedzieć: za sprawcę waszego istnienia nie uważajcie tego, który was spłodził posiewem cielesnym, możecie go uznać tylko za współsprawcę waszych narodzin, a raczej zaledwie za pomocnika waszych urodzin [Tamże, s. 280].



2. ŚW. JAN CHRYZOSTOM (zm. 407)

XX HOMILIA NA LIST DO EFEZJAN
(fragmenty)

Sens miłości

„Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół” (Ef 5,25). Słyszeliście o wielkim posłuszeństwie, zadowoleni też jesteście z Pawła, ponieważ jak jakiś przedziwny duchowy nauczyciel uczy nas porządku w życiu. To dobrze! Posłuchajcie jednak, czego wymaga od nas i znowu przywodzi tę samą myśl: „Mężowie – mówi – miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół”. Widzicie granice posłuszeństwa? Posłuchajcie więc o granicy miłości. Pragniesz, żeby żona podporządkowała się tobie, jak Kościół podporządkowuje się Chrystusowi? Troszcz się więc o nią, jak i Chrystus troszczy się o Kościół. Gdyby trzeba było ofiarować za nią wszystko, gdyby należało tysiąc razy zostać posiekanym lub też cierpieć i stracić wszystko, to nie rezygnuj z niej; gdybyś bowiem nawet wszystko to zniósł, nie myśl, że uczyniłeś coś podobnego temu, co uczynił Chrystus. Ty cierpisz będąc już w związku z żoną, a On cierpiał za Kościół, który odwrócił się od Niego i znienawidził Go. Chrystus wtedy, gdy Kościół odwracał się od Niego, nienawidził, gardził Nim i był rozpustny, z wielkiego swego miłosierdzia upokorzył go pod swoimi nogami nie posługując się groźbami, pogardą, strachem lub też podobnymi środkami, jak wy postąpilibyście w stosunku do swoich żon. Gdybyś nawet wiedział, że żona gardzi tobą, że jest rozpustna, to przywiedź ją do swych nóg wielką troską o nią, miłością i przyjaźnią. Nie ma mocniejszych więzów od tych, zwłaszcza dla żony i męża. Sługę można niekiedy związać strachem, ale i jego raczej tym nie zwiążesz i ucieknie, a wspólniczkę życia, matkę dzieci i przyczynę wszystkich radości należy przywiązać do siebie nie strachem i groźbami, ale miłością i dobrym usposobieniem. Cóż to za małżeństwo, w którym żona boi się męża? Jakim zadowoleniem może cieszyć się mąż, który żyje z żoną jak z niewolnicą, a nie jak z wolną kobietą? Gdyby nawet przyszło cierpieć za nią, to nie narzekaj: naśladuj Chrystusa [Homilia XX ad Epheseos, PG 62, 136-137].

Chrystus kocha jeszcze bardziej

„I wydał – mówi Apostoł – za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy” (Ef 5,25-26). Oznacza to, że Kościół był nieczysty, że były na nim plamy brudu. Oznacza to, że był zbrukany i nic nie wart. A ty, chociażbyś pojął jakąkolwiek kobietę, to twoja oblubienica nie była taką, jakim Chrystus znalazł Kościół. Twoja żona nie była tak różna od ciebie, jak różnił się Kościół od Chrystusa. Pomimo tego wszystkiego nie pogardził nim i nie znienawidził go za niesłychane upadki. Chcesz dowiedzieć się jak był zepsuty? Posłuchaj, co mówi Paweł: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością” (Ef 5,8). Czy widzisz jego ciemność? Czerń głębszą niż ciemności? Popatrz i na jego bezczelność: „Żyjąc w złości – mówi – i nienawiści” (Tt 3,3). Popatrz na jego nieczystość: „byliśmy nierozumni i oporni”. Cóż jeszcze powiesz? Był i nierozumny i bluźnierczy. Jednakże nie bacząc na to, że było w nim tak wiele zła, Chrystus za pełen zła Kościół wydał siebie tak, jak za piękny, jak za ukochany, jak za godny przedziwnej pochwały. Dziwiąc się temu Paweł powiedział: „A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością” (Rz 5,7) i dodał jeszcze: „Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). Przyjąwszy więc Kościół w takim stanie Chrystus ozdabia go, obmywa i nie wyrzeka się go [Tamże, s. 137].

Co jest prawdziwym pięknem?

„Aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby uosobicie stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,26-27). Umywa jego nieczystość „obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo”. Jakie słowo? W imię Ojca i Syna, i Świętego Ducha. Nie tylko upiększył go, ale także uczynił chwalebnym, niemającym skazy ani zmarszczki, czy też czegoś podobnego. Przeto i my będziemy poszukiwać tego piękna, i będziemy mogli stać się jego twórcami. Nie żądaj od żony tego, czego ona nie posiada. Zobacz, że Kościół otrzymał wszystko od Pana. To przez Niego Kościół stał się chwalebnym, dzięki Niemu niemającym skazy. Ty także nie odwracaj się od swojej żony z powodu braku powabu. Posłuchaj, co mówi Pismo: „Mała jest pszczoła wśród latających stworzeń, lecz owoc jej ma pierwszeństwo pośród słodyczy” (Syr 11,3). Żona jest Bożym stworzeniem, nie ją więc odrzucasz ale tego, który ją stworzył. Czym zawiniła żona?
Nie chwal też jej za piękno. Nierządnym duszom właściwa jest pochwała tego typu, jak i nienawiść oraz pełna żądzy miłość. Szukaj piękna duchowego, naśladuj Oblubieńca Kościoła. Cielesne piękno wywołuje wielką żądzę i szaleństwo, pobudza zazdrość i nierzadko zmusza do podejrzeń o grzeszne czyny. Przecież żona, powiesz, daje zadowolenie. Miesiąc lub dwa, bardzo długo jeśli przez rok, ale nie więcej. Z powodu przyzwyczajenia ten dziw szybko traci swój czar. Jednak to, co w następstwie piękna zdarza się złego, pozostaje na zawsze: zaślepienie, szaleństwo, pycha. W zadowoleniu zaś, które nie wynika z piękna, nie ma niczego podobnego. W tym bowiem wypadku miłość zaczynająca się we właściwy sposób pozostaje na zawsze jako miłość nie do cielesnego, ale do duchowego piękna.
Powiedz mi, co jest piękniejsze od nieba? Cóż jest piękniejsze od gwiazd? Odpowiesz: ciało, ale przecież nie jest ono tak jasne. Wskażesz na oczy, ale przecież one tak nie błyszczą. Kiedy zostały stworzone niebiosa, zadziwili się nimi aniołowie, a i my obecnie dziwimy się niebiosom, chociaż już nie tak, jak początkowo. To właśnie z powodu przyzwyczajenia nie zachwycamy się tak niebem, jak kiedyś. A czyż tym bardziej nie można tego powiedzieć o własnej żonie? A jeśli przytrafi się choroba, to natychmiast wszystko zginie. Poszukujmy więc w żonie pobożności, wierności, łagodności. Takie są oznaki prawdziwego piękna, a cielesnego piękna nie będziemy poszukiwać. Nie będziemy ganić jej za to, co od niej nie zależy. Lepiej zaś, jeśli w ogóle nie będziemy jej ganić, gdyż jest to cecha zuchwałości, nie będziemy smucić się i oburzać. Czyż nie widzicie, iluż jest takich, którzy żyli z pięknymi żonami, a nędznie zakończyli swoje życie? Przeciwnie zaś, ilu jest takich, którzy nie mając wyjątkowo pięknych żon, w pełnym szczęściu dożyli głębokiej starości? Zniszczmy wewnętrzny brud, pozbądźmy się wewnętrznych niedostatków, zlikwidujmy plamy na duszy. Bóg pragnie takiego właśnie piękna. Szykujmy żonę piękną dla Boga, a nie dla nas samych [Tamże, PG 62, 137-138].

Pieniądze demoralizują

Nie poszukujmy pieniędzy ani powierzchownej pomyślności, ale szlachetności duchowej. Niech nikt nie zamyśla wzbogacić się poprzez żonę. Godne wstydu i hańby jest takie bogactwo. W ogóle niech nikt nie szuka tu bogactwa, ponieważ „ci, którzy chcą się bogacić – powiedziano – wpadają w pokusy i zasadzki oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie” (1 Tm 6,9). Nie oczekuj od żony dużych pieniędzy, a łatwo znajdziesz wszystko inne. Któż – powiesz mi – porzuci ważne sprawy, aby troszczyć się o mało ważne? Jednakże my, niestety, właśnie zawsze tak postępujemy. Jeżeli mamy syna, to nie staramy się o to, żeby był dobry, ale o to, aby znaleźć mu bogatą żonę. Nie o to, żeby był szlachetny, ale o to, aby był bogaty. Jeśli myślimy o swoim życiu, to nie troszczymy się o to, aby żyć bezgrzesznie, ale o to, aby zdobyć jak najwięcej dóbr. Pieniądze są dla nas wszystkim. Dlatego też wszystko inne zostało skażone, gdyż jesteśmy opanowani przez tę żądzę [Tamże, PG 62, 138].

Nie ma nic lepszego…

„Tajemnica to wielka, a ja mówię w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5,32). Zaiste, jest to tajemnica i to wielka tajemnica, gdyż człowiek opuszcza tego, który go zrodził i wychował oraz tę, która go poczęła i w boleściach urodziła. Opuszcza tych, którzy obdarzyli go tyloma dobrodziejstwami, do których przywykł i łączy się z kobietą, której przedtem nie znał, która nie ma z nim nic wspólnego i uznaje ją za najważniejszą w życiu. Zaiste – jest to tajemnica. Rodzice zaś nie martwią się gdy to się dzieje, a przeciwnie, martwią się, gdy tak się nie dzieje, a na znak radości nie żałują pieniędzy. Zaiste, jest to wielka tajemnica, zamykająca w sobie jakąś ukrytą mądrość. Ukazał to dawno temu prorok Mojżesz i o tym też woła Paweł, mówiąc: „w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła”. Zresztą powiedziano tak nie tylko do męża, ale i do żony, aby on ogrzewał ją jak swoje ciało, jak Chrystus Kościół, a żona aby lękała się męża. Mówi nie tylko o miłości – lecz cóż? – niech się lęka męża”. Żona ma drugorzędną władzę, a to oznacza, iż nie powinna żądać równości z mężem, gdyż znajduje się pod głową, a on nie powinien z góry patrzeć na nią, jak na podporządkowaną, ponieważ ona jest jego ciałem, a jeśli głowa zacznie gardzić ciałem, to i sama przepadnie. Zamiast posłuszeństwa powinna wnosić miłość. Jak głowa, tak i ciało: ciało oddaje na usługi głowie ręce, nogi i wszystkie pozostałe członki. Głowa natomiast troszczy się o ciało, poświęcając mu cały swój rozum. Nie ma nic lepszego od takiego małżeństwa [Tamże, PG 62, 140-141].

Powtórne małżeństwo

A cóż powiedzą ci, którzy jednoczą się w powtórnym związku? Nie mówię tego, aby osądzać, niech tak nie będzie, i apostoł to dozwala [Tamże, PG 62, 142].

Mały Kościół

Pobłażając jej słabościom wszystko jej daruj, wszystko czyń ze względu na nią i cierpliwie znoś. Jest to konieczne. W tym wypadku apostoł nie zechciał dać rady na podstawie zewnętrznych przykładów, jak to często czyni. Wystarczający jest bowiem wielki przykład Chrystusa, zwłaszcza zaś do udowodnienia konieczności posłuszeństwa. „Pozostawi człowiek – mówi – ojca i matkę”. Jest to wskazówka zewnętrzna. Jednakże nie powiedział: „i będzie żył razem z żoną”, ale „połączy się z żoną swoją”, oznaczając tym cielesne zjednoczenie, największą miłość. Nie zadowolił się jednak tym i tak wyjaśnił podporządkowanie żony, że dwoje nie są już dwoje. Nie powiedział „w dwojgu” i nie powiedział „w duszy” – co jest oczywistym i w pełni możliwym – ale powiedział, że zjednoczą się tak, iż „będą dwoje jednym ciałem”.
Chociaż żonie także przynależy władza w domu, to jednak drugorzędna i chociaż ma przełożonego będąc równą mężowi, szczególna troska o dom powierzona jest właśnie mężowi. Na wzór Chrystusa mąż ma nie tylko kochać swoją żonę, ale także właściwie urządzać jej życie. „Niech będą święci i nieskalani”. Kiedy mówi się „będą jednym ciałem”, rozumie się miłość. Również gdy mówi się „połączą się”, także rozumie się miłość. Jeżeli uczynisz ją świętą i nieskalaną, to w ślad za tym pójdzie wszystko inne. Szukaj tego, co jest Boże, a to, co ludzkie, przyjdzie bardzo łatwo. Kieruj żoną, a dom twój będzie szczęśliwy. Posłuchaj, co mówi Paweł: „A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów” (1 Kor 14,35). Jeśli tak będziemy kierować swoimi domami, to będziemy też sposobni kierować Kościołem, ponieważ dom jest małym Kościołem. Jeśli mężowie i żony będą dobrymi, wszystko będzie doskonałe [Tamże, PG 62, 142-143].

„Moje” to złe wyrażenie

Jeśli zaś chcesz zaprosić gości na obiad lub też wydać ucztę, to nie zapraszaj nikogo niegodnego, nikogo niewłaściwego, ale jeśli znajdziesz jakiegoś świętego biedaka, który może pobłogosławić nasz dom i może, wstępując doń, przynieść wielkie błogosławieństwo Boże, to zaproś go. Powiem jeszcze coś innego. Niech nikt z was nie stara się ożenić z taką kobietą, która jest od niego bogatszą, lecz raczej z taką, która jest biedniejsza. Wnosząc pieniądze przyniesie nie tyle zadowolenie, ile ból swymi wyrzutami, swymi wyjątkowymi żądaniami, swymi zarzutami, marnotrawstwem, gburowatością. Być może, będzie mówić: „Nic jeszcze na mnie wydałeś. Ubieram się za moje pieniądze, które dali mi rodzice”. Cóż ty mówisz, kobieto, że jakoby ubierasz się w coś swojego? Cóż może być bardziej niemądrego od takich słów? Nie masz swego ciała, a masz swoje pieniądze? Po zawarciu małżeństwa nie jesteście już dwoma ciałami, ale staliście się jednym ciałem. Majątki zaś macie dwa, a nie jeden? O żądzo pieniędzy! Obydwoje staliście się jednym człowiekiem, jedną żywą istotą, a ty ciągle mówisz: „To jest moje?” Od diabła pochodzi to przeklęte słowo! Wszystko to, co jest bardziej konieczne od pieniędzy, Bóg uczynił wspólnym dla nas – a pieniądze czyż nie są wspólne? Nie można powiedzieć: „Moja światłość”, „Moje słońce”, „Moja woda”. Wszystko to, co jest ważniejsze, mamy wspólne, a pieniądze nie są wspólne? Tysiąc razy niech przepadną pieniądze, lub właściwiej nie pieniądze, a duchowe nastawienie, które przeszkadza w rozumny sposób korzystać z pieniędzy i pobudza do uznania tylko ich za najważniejsze. Ucz więc swoją żonę właściwego stosunku do pieniędzy, ale ucz z wielką miłością. Ponieważ przekonanie do cnoty samo w sobie zawiera wiele trudu, zwłaszcza dla delikatnej i młodej dziewicy, to gdy będziecie rozmawiać o cnocie, wyszukuj jak najwięcej łaskawych wyrażeń, a zwłaszcza wyrzuć z jej duszy pojęcia „moje” i „twoje”. Gdy żona powie „Moje”, to odpowiedz jej: „A cóż ty nazywasz swoim? Ja nie wiem, nie mam nic swojego. Jak możesz mówić, że coś jest twoje, gdy wszystko jest twoje?” Zjednaj ją tymi słowami […] i gdy powie „Moje”, to odpowiedz: „Wszystko jest twoje i ja jestem twój”. Nie są to słowa fałszu, lecz wielkiej rozwagi. Tym możesz wygasić jej gniew i usunąć irytację. Fałsz polega na tym, że ktoś w takim wypadku postępuje nieszlachetnie, a tutaj mamy do czynienia z najwyższą rozwagą. Mów więc: „Ja też jestem twój, dziecko. Przekonał mnie o tym Paweł, który powiedział: ‘Mąż nie rozporządza własnym ciałem, lecz jego żona’ (1 Kor 7,4). Jeśli zaś ja nie mam władzy nad własnym ciałem, ale ty, to tym bardziej nad pieniędzmi”. Mówiąc tak, uspokoisz żonę, wygasisz ogień, zawstydzisz diabła, uczynisz ją niewolnicą, bardziej pokorną niż kupioną za pieniądze – tymi słowami zwiążesz ją. W ten sposób za pośrednictwem tego, co mówisz, naucz ją nigdy już więcej nie mówić: „Moje”, „Twoje” [Tamże, PG 62, 147-148].

Nauczać miłości

Nie przywołuj jej zwyczajnie, lecz łaskawie, z szacunkiem, z wielką miłością. Szanuj ją, a nie będzie potrzebowała szacunku innych, nie będzie potrzebowała ich pochwał, jeśli będzie cieszyła się twoim szacunkiem i pochwałą. Uważaj ją za najważniejszą pod każdym względem, i pod względem urody, i mądrości, i udzielaj jej pochwał. W ten sposób przekonasz ją, aby nie zważała na nikogo postronnego i gardziła wszystkimi obcymi. Ucz ją bojaźni Bożej, a wszystko inne popłynie do ciebie jak ze źródła, i dom twój będzie pełen rozlicznych dóbr. Gdy będziemy poszukiwać tego, co niezniszczalne, to przyjdzie i to, co zniszczalne: „Szukajcie – powiedziano – najpierw królestwa Bożego, a wszystko inne zostanie wam dane” (Mt 6,33). Jakie będą dzieci z takich rodziców? Jacy będą słudzy takich panów? Jacy będą wszyscy im bliscy? Czyż i oni nie będą pełni niezliczonych dóbr? Przecież i słudzy, w większości wypadków, przejmują obyczaje swych panów i naśladują ich dążenia! Kochają to, co i panowie; mówią o tym, czego dowiedzieli się od nich; zajmują się też tym samym. Jeśli więc w podobny sposób będziemy kierować sobą i zważać na Pismo, to wiele się z niego nauczymy, a przez to będziemy mogli spodobać się Bogu i całe nasze życie spędzić w cnocie oraz otrzymać dobra obiecane tym, którzy Go kochają, a których to dóbr niech i my staniemy się godni przez łaskę i przyjaźń do człowieka Pana naszego Jezusa Chrystusa, z którym Ojcu ze Świętym Duchem chwała, panowanie i cześć, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen [Tamże, PG 62, 148-150].



3. ALEKSANDER JELCZANINOW (1881-1934)

NOTATKI
(fragmenty)

Miłość jako poznanie

Poznanie poprzez miłość. Miłość do świata, miłość do ludzi, miłość erotyczna — jako najlepsza możliwość poznania [Zapisi, Paris, 1978, s. 46].

Jakże smutne i niepełne jest życie dziewczyny i jaka pełnia życia kobiety. Żaden romans nie może zastąpić małżeństwa. W trakcie trwania romansu ludzie prezentują się w rozkwicie i wspaniałości, ale nie są sobą, w romansie ujawnia się widmowa, piękna rzeczywistość na pokaz, a życie każdego z dwojga zawsze jest pozą, niekiedy nawet przebaczającą i niewinną.
Tylko w małżeństwie możliwe jest pełne poznanie człowieka – cud odczucia, dotykania, widzenia drugiej osobowości, a jest to tak cudowne i niepowtarzalne, jak poznanie Boga przez mistyków. Oto dlaczego przed zawarciem małżeństwa człowiek „przemyka” obok życia, ogląda je z boku, podczas gdy tylko w małżeństwie pogrąża się w życie, wchodząc w nie poprzez drugą osobę. Zachwyt nad autentycznym poznaniem i autentycznym życiem daje uczucie doskonałej pełni i zadowolenia, co czyni nas bogatszymi i mądrzejszymi [Tamże, s. 58].

Miłość jako święto

W małżeństwie świąteczna radość pierwszego dnia powinna rozciągać się na całe życie: każdy dzień powinien być świętem, każdego dnia mąż i żona powinni być nowymi i niezwykłymi jedno dla drugiego. Jedyna droga dla zrealizowania tego ideału to pogłębienie duchowego życia każdego małżonka, praca nad sobą.
Miłość jest tak cenna w małżeństwie, tak straszną rzeczą jest ją utracić – a przecież niekiedy ginie ona z powodu błahostek – że należy wszystkie myśli i wysiłki skierować właśnie na miłość (i jeszcze na to, co Boskie) — a wszystko pozostałe przyjdzie samo [Tamże, s. 60].

Miłość jako wtajemniczenie

Małżeństwo jest wtajemniczeniem, misterium. Następuje w nim pełna przemiana człowieka, przemiana osobowości, „nowe oczy”, „nowe odczucie” życia, ukształtowanie w świecie przez małżeństwo człowieka w nowej pełni.
Jednakże indywidualizm naszych czasów stwarza szczególne trudności małżeństwu. Ich przezwyciężenie może nastąpić poprzez świadome wysiłki dwojga ludzi nad stworzeniem małżeństwa, “chodzenie przed Bogiem” (tylko Kościół autentycznie do końca rozwiązuje wszystkie problemy). I jeszcze jedno – to, co wydaje się najprostsze jest najtrudniejsze – decyzja zajęcia w małżeństwie swego miejsca: żona powinna pokornie stanąć na drugim miejscu, a mąż powinien wziąć na siebie ciężar i odpowiedzialność bycia głową rodziny. Jeśli w małżeństwie jest właśnie takie zdecydowanie i pragnienie – Bóg zawsze pomoże na tej trudnej, męczeńskiej (śpiew troparionu „Święci męczennicy…” podczas obchodzenia anałoju), ale i błogosławionej drodze [Tamże, s. 34].

Pełnia życia

Ani mężczyzna, ani kobieta, nie mają w małżeństwie absolutnej władzy jedno nad drugim. Gwałt nad wolą drugiego człowieka, chociażby w imię miłości, zabija miłość. Wtedy pojawia się pytanie: „Czy należy podporządkować się takiej przemocy, skoro tkwi w niej niebezpieczeństwo dla ukochanej osoby? Ogromna ilość nieszczęśliwych małżeństw bierze się właśnie stąd, że każda ze stron uważa siebie za właściciela osoby, którą kocha. Prawie wszystkie problemy małżeńskie biorą się właśnie stąd. Największą mądrością małżeńską jest danie pełnej wolności osobie, którą kochasz: nasze ziemskie małżeństwo jest na podobieństwo mistycznego małżeństwa Chrystusa i Kościoła, w którym panuje pełna wolność.
O kobiecie powiedziano – „słabe naczynie” – „infirmior vasa”. Ta „słabość” tkwi przede wszystkim w poddaniu kobiety żywiołom natury w niej samej i poza nią. Z tego powodu dysponuje słabą samokontrolą, brakiem odpowiedzialności, żądzą, ślepotą sądów. Chyba żadna kobieta nie jest od tego wolna, zawsze jest niewolnicą swoich pragnień, swoich antypatii, swego „Ja chcę”. Tylko w chrześcijaństwie kobieta staje się równą mężczyźnie, poddaje swój temperament wyższym zasadom, zdobywa roztropność, cierpliwość, zdolność rozsądzania, mądrość. Tylko wtedy możliwa jest jej przyjaźń z mężem [Tamże, s. 34-35].

Małżeństwo i monastycyzm

Istnieje droga życia małżeńskiego i droga życia monastycznego. Trzecia droga – dziewiczości w świecie, jest bardzo niebezpieczna, grozi zgorszeniem i nie każdemu odpowiada. Stanowi poza tym niebezpieczeństwo dla otoczenia: światłość i piękno dziewictwa, które przecież w pewnym sensie są „weselnym zachwytem” (gdy nie mają bezpośredniego sensu religijnego), przyciągają do siebie i wzbudzają nieszczęsne uczucia [Tamże, s. 34].

Dzieci

Pełnia małżeńska pogłębia się jeszcze bardziej wraz z pojawieniem się z nas – połączonych i pogodzonych – tego trzeciego, naszego dziecka.
Od tego jednak momentu zaczynają się nieprzezwyciężalne trudności: zamiast złożonej pełni zwykle pojawia się wzajemne niezrozumienie, protesty i prawie nieuniknione oddzielenie się od nas tego trzeciego. Diada w żaden sposób nie może stać się doskonałą triadą. Jak to się dokonuje? Czy jest konieczne? Czy można tego uniknąć? – Przecież urodzone przez nas dziecko jest częścią nas samych, jest to nasze ciało, krew i dusza. W dziecku rozpoznajemy nasze nawyki, skłonności – skąd zatem może wziąć się brak zgody, zerwanie? Myślę, że doskonała para zrodzi również doskonałe dziecko i będzie dalej rozwijać się według praw doskonałości; jeśli jednak w parze małżeńskiej istnieje nieprzezwyciężony rozkład, sprzeczności, to dziecko będzie synem tych przeciwności i będzie je kontynuować. Jeśli tylko powierzchownie pogodziliśmy swój antagonizm, a nie przezwyciężyliśmy go, podniósłszy się na nowy stopień rozwoju, odbije się to na dziecku.
Inne objaśnienie: w dziecku wraz z ciałem i duszą, otrzymanymi od nas, jest przede wszystkim – jedyna i niepowtarzalna osobowość ze swoją własną drogą w życiu.
W wychowaniu dzieci najważniejszym jest, aby dzieci widziały swoich rodziców żyjących wewnętrznym życiem [Tamże, s. 59].

Problemy rodzinne

Filozofia sporów rodzinnych: często kłótnie rodzą się z zarzutów żony, z trudem akceptowanych przez męża nawet wtedy, gdy są słuszne (miłość własna). Należy więc zbadać skąd biorą się te zarzuty. Często biorą się z pragnienia żony, aby widzieć swego męża lepszym niż jest w rzeczywistości, ze stawiania dużych wymogów, czyli ze swego rodzaju idealizacji. W takich wypadkach żona jest sumieniem swego męża i tak należy przyjmować jej zarzuty. Mężczyzna, szczególnie w małżeństwie, skłonny jest do zaniżenia lotów i zatrzymania się w empirycznej rzeczywistości. Żona odrywa go od tej rzeczywistości i oczekuje od męża czegoś więcej. W tym sensie obecność rodzinnych sporów, choć wydaje się to dziwnym, świadczy o realizowaniu (a nie tylko projektowaniu) małżeństwa, a w tym nowym człowieku, złożonym z dwóch istot, żona gra rolę sumienia.
Dlatego też spory między bliskimi są niekiedy nawet pożyteczne – w ogniu sporu spala się cały ładunek krzywd i nieporozumień, niekiedy gromadzących się od długiego czasu. Po wzajemnych wyjaśnieniach i wyznaniu następuje uczucie pełnej jasności i spokoju – wszystko zostało wyjaśnione, nic już nie ciąży. Wtedy otwierają się wyższe zdolności duszy i we wzajemnej wspólnocie można porozumieć się nawet co do spraw zdumiewających i osiąga się pełną jedno-myślność [Tamże, s. 59-60].

Plan kazania o małżeństwie

Teza: małżeństwo jest instytucją pobłogosławioną przez Boga – Kana Galilejska, „rośnijcie i rozmnażajcie się“ (Rdz 1,28), sakrament małżeństwa, obrzęd koronowania. Szczęście i pomyślność.
Antyteza: „dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja” (1 Kor 7,8). Sto czterdzieści cztery tysiące „wykupionych z ziemi. To ci, którzy z kobietami się nie splamili, bo są dziewicami” (Ap 14,3-4), „są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami stali się takimi” (Mt 19,12), brak świętych kanonizowanych za cnoty małżeńskie.
Synteza (jednak niepełna, gdyż w naszej rzeczywistości wszystko jest niepełne i skażone grzechem, w tym także małżeństwo): Adam i Ewa zostali stworzeni przed upadkiem. „Pieśń nas pieśniami”, symbolika Ewangelii, „wesele”, „weselna uczta”, oblubieniec i oblubienica – Chrystus i Kościół, „tajemnica to wielka” [Tamże, s. 60].



4. PAUL EVDOKIMOV (1901-1970)

SAKRAMENT MIŁOŚCI
Misterium małżeństwa w świetle tradycji prawosławnej
(fragmenty)

Sens miłości

Sens małżeństwa tkwi w religii, a nie w moralności czy też estetyce. Przez łaskę sakramentu porażki i niewierności przykazaniom nie są już śmiertelnymi ranami, od których nie ma ucieczki. To, co mnisi realizują natychmiast, małżonkowie zakładają pośrednio i ich miłość jest sakramentalnym źródłem łaski. Jeden przez drugiego patrzą na Chrystusa i właśnie „Inny”, Jego miłość, jest darem łaski. Młoda dziewczyna zawsze jest obecna w kobiecie: „A ty zachowałeś dobre wino aż do tego czasu…” [Sacrement de l'amour. Le mystère conjugal à la lumiére de la tradition orthodoxe, Paris, 1962, s. 158].

Miłość materią sakramentu

Miłość, ten intymny i ukryty element, jest błogosławiona w sakramencie, konstytuuje materię tego sakramentu i otrzymuje dar Ducha Świętego, Pięćdziesiątnicę małżeńską. Tymczasem społeczeństwo zna jedynie pozory. Między dwojgiem kochających się ludzi tylko Bóg jest tym Trzecim i dlatego sens małżeństwa ujawnia się w bezpośrednim odniesieniu do Boga [Tamże, s. 52].

Włodzimierz Sołowjow w traktacie „Sens miłości”, który jest, być może, największym z jego dzieł, wiąże miłość nie z gatunkiem, lecz z osobą. Prokreacja rozbija osobę, miłość zaś czyni ją absolutną… W organizmach bardziej rozwiniętych wdzięk seksualny wzrasta w miarę jak zmniejsza się siła reprodukcyjna, aż do tego punktu, gdy u człowieka może ujawnić się bardzo silna miłość seksualna przy całkowitym braku prokreacji [Tamże, s. 53].

„Istota ukochana jest we mnie” głosi japońska poezja. Kabała widzi w ukochanej kobiecie objawienie Szekina, chwały Boga. Dostojewski ukazuje to samo objawienie, nazywając ukochaną istotę „życiem żyjącym” (w powieści „Młokos”), czyli mocą nieśmiertelności, podkreślaną przez Gabriela Marcela: „Powiedzieć ‘kocham ciebie’ oznacza, że ty nie umrzesz” [Tamże, s. 146].

Istotne objawienie „Pieśni nad pieśniami” głosi, że ludzka miłość ma swe źródło w Bogu i płonie językami pożerającego ognia Jahwe, małżeńskiej Pięćdziesiątnicy [Tamże, s. 152].

Można mówić o pewnej anamnezie, o misterium wspomnień, obecnym w każdej prawdziwej miłości. Każdy mężczyzna nosi w sobie swoją Ewę i żyje w oczekiwaniu możliwości jej objawienia się [Tamże, s. 153].

Kościół domowy

Klemens Aleksandryjski nazywa małżeństwo „domem Bożym” (PG 8, 1169) i stosuje doń słowa o obecności Pana: „Jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Otóż określenie św. Ignacego Antiocheńskiego „tam, gdzie jest Chrystus, tam jest Jego Kościół” doskonale oddaje eklezjalną naturę wspólnoty małżeńskiej. Św. Paweł nieprzypadkowo głosi swoją podstawową naukę o małżeństwie w kontekście listu o Kościele, Listu do Efezjan. Paweł mówi także o „kościele domowym” –  (Rz 16,5), a następnie św. Jan Chryzostom mówi o „małym Kościele” – η καθοικον εκκλησια. Jest to coś więcej niż zwykła analogia. Symbolizm Biblii ujawnia niezwykle silny związek różnych planów, które ukazują różnorakie aspekty jednej rzeczywistości.
Według Ewangelii św. Jana (2,1-11) pierwszy cud Chrystusa miał miejsce na weselu w Kanie. Ze względu na jego materię – wodę i wino – jest preludium Golgoty i ogłasza narodziny Kościoła na krzyżu: „z przebitego boku wypłynęła krew i woda” (J 19,34). Symbolizm miejsca cudu – wesele – ujawnia eucharystyczną naturę Kościoła.
Obecność Chrystusa udziela narzeczonym daru sakramentalnego. To właśnie o tym mówi św. Paweł: „Każdy otrzymał od Boga swój własny charyzmat”. Pod jego działaniem woda naturalnych namiętności przemienia się w „owoc latorośli”, szlachetne wino, które oznacza przemianę w „nową miłość”, miłość charyzmatyczną sięgającą królestwa.
Dlatego też Matka Boża jako anioł stróż wstawia się z czułością za światem: „Wina nie mają” – powiedziała [Tamże, s. 168].

Macierzyństwo

Człowiek został stworzony na obraz Boży, ale mężczyzna nie posiada instynktu ojcowskiego z tego samego tytułu, z jakiego kobieta posiada instynkt macierzyński. Mężczyzna nie ma w swojej naturze niczego, co by spontanicznie wyznaczało religijną kategorię ojcostwa. Starożytny tekst liturgiczny o treści dogmatycznej (teotokion) określa macierzyństwo Dziewicy w świetle ojcostwa Bożego: „Ty zrodziłaś Syna bez Ojca, tego Syna, którego Ojciec przedwiecznie zrodził bez matki”. Analogia jest wyraźna: macierzyństwo Dziewicy jest ludzką figurą Bożego ojcostwa. Jeżeli ojcostwo jest kategorią życia Bożego, to macierzyństwo jest religijną kategorią życia ludzkiego. Mężczyzna – zdobywca, awanturnik, konstruktor – nie jest ze swej natury ojcowski [Tamże, s. 42-43].

Miłość małżeńska i rozwód

Bóg nie stworzył człowieka dla swej własnej chwały. Stworzył go raczej dla swego własnego cierpienia, ponieważ Bóg jest miłością ukrzyżowaną. Człowiek nie jest środkiem nawet dla Boga. Dlatego właśnie możliwa jest miłość i może mieć miejsce jedynie wtedy, gdy są dwie osoby, dwa podmioty. Bóg jest gwarantem ich wolności. Jeżeli człowiek pragnie miłości, Bóg daje mu dar sakramentalny i udziela swej charyzmatycznej miłości. Jedyny powód, który może mieć znaczenie, aby odrzucić miłość w imię wolności, współczucia, miłosierdzia, oznacza w tym wypadku inną miłość. Kiedy miłość, która jest poza wszelkim problemem i ponad wszelkim wyborem, zmienia się w inną, wtedy pojawiają się problemy.
Gdy społeczność porusza ten problem, to nadaje rodzinie socjologiczną formę obowiązku, prawa. Rodzina przekształca się w „pozycję społeczną”, a miłość małżeńska w zaspokojenie instynktu seksualnego. Mistrzowie myśli mówią w tym wypadku jedynie banały i głoszą à propos małżeństwa błędne opinie. Najchętniej mówią o seksualności. Otóż gdy dotyka się misterium, każdy „system moralny” okazuje się być niemoralnym. W rezultacie społeczność zbudowana jest na maksymie Quieta non movera – nie poruszaj tego, co jest w spoczynku. Wszelka zmiana z kolei jest niemoralnością dla moralności.
Dzisiejsze wyzwolenie jest pozorne i zbudowane na łatwym i bezkonfliktowym erotyzmie. Łatwość uzyskania cywilnego rozwodu zredukowała małżeństwo do poziomu „drobnej sprawy”, do błahostki stosunku seksualnego bez jutra, do transakcji handlowej lub też mało znaczących interesów. Koniec stulecia ze swej strony zaniżył wymogi do poziomu zorganizowanego zwierzęcia. Jego jedynym zajęciem jest zmniejszanie i limitowanie szkód społecznych. Jest to “kierowanie małżeństwem”. Jednakże miłość przychodzi kiedy chce, a to właśnie traktowane jest jako mało znaczące i zostaje zamienione w system społecznych kontraktów.
Miłość jest zawsze dyskretnie związana ze śmiercią. Gdy „Pieśń nad pieśniami” głosi, że „miłość mocna jest jak śmierć” to mówi, że ich moc jest równa i problem ostatecznego zwycięstwa pozostaje otwarty. Miłość dotyka nieśmiertelności, gdy przekracza wszelką fragmentaryczność osoby, społeczne cenzury, peryferyjne konflikty, seksualizm, obiektywizację, gdy przekracza wszelki przymus narzucony duchowi i suwerennej wolności. Małżeństwo nie usprawiedliwia miłości, jest jego łaską.
Miłość oznacza rozerwanie społeczeństwa i natury. Jest bowiem rupturą w ekonomii upadku, przeciwstawia się arbitralności, gdyż zawiera w sobie ascetyczne oczyszczenie dobrowolnie przyjętych cierpień. Podniesiona do poziomu ducha może czynić cuda. Jeżeli nie jest dzielona i nie jest zrozumiana, staje się męczeństwem i niesie stygmaty. Nie chodzi tu o dobra ziemskie, lecz o uratowanie Boskiej wolności człowieka i jego niebieskiej godności. Po zdobyciu innego miłość może przejść w stan agonii, ale nigdy nie traci swej wielkości.
Usuwanie wszelkiego przymusu, wszystkich narzuconych przedmiotowych form jest pozytywne, gdy jest czynione w celu budowania świata wartości lub też całkowitej ofiary „ze swego”. W tym wypadku wyzwolenie człowieka z ostatniego zniewolenia przychodzi od samego człowieka. Gdy człowiek zrozumie, że sam dla siebie jest darem Bożym, może siebie ofiarować Bogu. „To, co jest Twoje, Tobie przynosimy”, głosi Liturgia. W tej ofierze mieści się ukochana istota przywrócona Bogu w rozkwicie swej radości. Ofiaruje się bowiem Bogu ikonę oblicza ukochanego w Bogu. Jest to poziom nowego stworzenia, wyzwoleńcze tchnienie Ducha, aby człowiek mógł zrozumieć miłość i przeniknąć swoją tajemnicę.

*

Decyzja człowieka, który wygłasza swoje „tak”, jest niezgłębiona dla każdego ministra sakramentu, pozostaje zaś przede wszystkim tajemnicą dla człowieka, który ją wygłasza. Nie istnieje żadna formalna ludzka możliwość zweryfikowania i sprawdzenia jakości uczucia, jego trwania i głębi. Jednakże w związku zawartym ze względu na interesy lub narzuconym przez zewnętrzną wolę, w związku między osobami, które nie są wewnętrznie wolne, nie ma to nic wspólnego z małżeństwem w sensie mistycznym i świętym. Materia sakramentu, czyli miłość, jest w tym wypadku nieobecna lub też zniszczona.
Rzeczywiste niezgodności, „zła miłość”, są częstym zjawiskiem. Jednakże w większości konfliktów małżeńskich można doszukać się zaniku życia duchowego, uchylanie się od naśladowania drogi heroicznej, odrzucenie pokuty, ewangelicznej μετανοια. Zniszczyć swoją miłość to znaczy zniszczyć samego siebie. Natomiast potrzeba utrzymania się na poziomie ducha nigdy nie może być ani formalną, ani też narzuconą. Nie narzuca się miłości, jak i nie narzuca się męczeństwa. Obietnica wierności opiera się na najbardziej głębokim realizmie ludzkiego życia i na elementach irracjonalnych. Nie może być narzucona z zewnątrz, lecz musi wynikać z wnętrza, z głębi serca, i kierować się do wolności ducha jako zaproszenie na święto, jako wezwanie do cierpienia. Jest w tym zaangażowany akt wiary i wierność jest żywa na miarę integralności wiary, skoro pojęcia „świadectwo” i „męczeństwo” są synonimami. Osoba ludzka nie może być sądzona spoza tego misterium, z wyjątkiem Boga, któremu dana jest obietnica i sumienia tego, który składa obietnicę. Skoro wiara podlega zmianom, wierność również może ulegać zmianom, przestaje być łaską i staje się przymusem.

*

„W prawie małżeńskim rozważa się bardziej dobra wspólne niż osobiste” – ta formuła tworzy zasadę nierozerwalności i ujawnia swój ukryty sens: osoba jest całkowicie podporządkowana „dobru wspólnemu”. Jest to ostateczna alienacja. Przecież ewangeliczne wezwanie „stracenia swojej duszy dla jej zbawienia” oznacza zbawienie duszy, a nie zbawienie „dóbr wspólnych”. Jeśli już ludzie oddają swoją duszę za innego, to przede wszystkim utylitarnie, dla swego zbawienia, ale ponieważ kochają, miłość ujawnia najwyższą moc zmiany istoty losu. Nigdy więc nie należy mówić „Kocham ciebie, aby cię zbawić”, lecz zawsze „Zbawię ciebie, ponieważ kocham cię”. Z punktu widzenia Bożego dusza, jedyna i niepowtarzalna, jest bardziej drogocenna niż świat i dobra wspólne, gdyż są to wartości nieporównywalne.
Według Ewangelii cudzołóstwo niszczy mistyczną istotę małżeństwa. Jeżeli miłość jest materią sakramentu i Justynian zadeklarował, że małżeństwo jest realne jedynie przez miłość (Nowela 74), to złożenie obietnic jest symptomatycznym świadectwem istnienia autentycznej miłości. Cudzołóstwo jest zaś świadectwem, że nic nie zostało z materii sakramentu. Rozwód jest więc jedynie konstatacją braku miłości, jej wyrugowania, zniszczenia, i zawiera prostą deklarację nieistnienia małżeństwa. Jest analogiczny do aktu ekskomuniki, ale nie jest karą, lecz konstatacją post factum dokonanej już separacji.
Akceptując rozwód Kościół prawosławny świadczy o swoim nieskończonym szacunku do ludzkiej osoby i do sakramentu charyzmatycznej miłości. Jeżeli jednak czyni rozwód trudnym i jasno wyraża swoją rezerwę, to dlatego, że pragnie zapobiec powierzchownemu stosunkowi do grzechu i ostrzec o niebezpieczeństwie zniszczenia własnego i cudzego życia. Zawsze manifestuje swoje zaufanie do człowieka i podkreśla, że dorosły człowiek jest jedynym sędzią swego życia. Wymaga tego wielkość sakramentu, gdyż życie małżeńskie jest ciągłym sakramentem i nigdy nie można go profanować bez narażania się na wewnętrzną karę piekielnej pustki.
Według zasady, którą nazywamy „privilegium Paulinum” (1 Kor 7,12-16), małżeństwo nieochrzczonych może być rozwiązane na korzyść tej osoby, która się nawróciła. Św. Paweł słusznie zaleca ten przywilej, który pozwala zerwać małżeństwo, gdyż jasno mówi, że misterium ma przewagę nad prawem: „Brat i siostra nie są skrępowani w tym wypadku”. Św. Jan Chryzostom komentując ten fragment powiedział: „Lepiej jest zerwać małżeństwo, niż zgubić siebie samego” (PG 61, 155). „Zbawienie – zadeklarował św. Grzegorz Teolog – jest dla tych, którzy go pragną”.
Kościół uznaje więc istnienie sytuacji, w których życie małżeńskie zostaje pozbawione materii sakramentu i staje się stałą profanacją zmierzającą do zgubienia duszy. Nierozerwalność związku stwarza ryzyko zmuszania do kłamstwa i chroniąc „dobra wspólne” masakruje się „dobra osobiste”. Celem zachowania społecznych pozorów, godnego oblicza „pater familias”, społeczeństwo wraz ze współczesnym państwem ustanowiło prostytucję. Jest to cena za skutki ustalonej monogamii. Być może dlatego Ewangelia zawiera zagadkowe słowa o prostytutkach, które uprzedzą nas w drodze do królestwa…
Nierozerwalność związku w żadnym wypadku nie interesuje miłości. Problem pojawia się wtedy, kiedy nie ma już nic do uratowania, związek ogłoszony na początku jako nierozerwalny jest już rozwiązany, a prawo nie dysponuje niczym, aby zastąpić łaskę, nie może uleczyć, wskrzesić, czy też powiedzieć: „Wstań i idź”.
Stoimy więc wobec bardzo dziwnego zjawiska. Wśród wszystkich grzechów surowo sądzonych przez Ewangelię, poza grzechem wynikającym par excellence z szatańskiej pychy, to właśnie w seksualizmie współczesna teologia moralna znajduje istotowe objawienie grzechu pierworodnego, przede wszystkim dlatego, że małżeństwo zostało zredukowane do prokreacji, a rozwód potępiono. Miłość nie jest uznawana za tajemnicę, a kontrakt małżeński otrzymał status absolutnego obowiązku. A przecież obietnice chrzcielne angażują i wiążą z tego samego tytułu wierność wierzącego. Życie przeciętnego chrześcijanina pozostaje w ciągłej sprzeczności z obietnicami chrztu: jest to stan stałego krzywoprzysięstwa, pomimo budzącego grozę zalecenia św. Symeona Nowego Teologa, aby nikomu w żadnym wypadku nie przeszkadzać być członkiem Kościoła. Ewangelia mówi, że bogaci nie wejdą do królestwa Bożego, a przecież w Kościele właśnie dla nich otwarta jest najszersza droga.
Wśród fałszywych roszczeń współczesności jest też szczery krzyk, głębokie poszukiwanie ostatecznego sensu egzystencji. Nie można go osiągnąć bez wolności ludzkiego ducha, bez jego dojrzałości, która czyni wiernego odpowiedzialnym za swoje życie. Tylko na tym poziomie można odnaleźć wspaniałość wiary, unicestwić smętną szarość i piekielną nudę oraz żyć swoją najbardziej pasjonującą przygodą, a wówczas w świecie rozkwitają kwiaty i jaśnieją cuda… Czują pod swymi stopami nie socjologiczny piasek, ale ruchomy ocean, zdolny przywrócić pogłębione niebo i królestwo.
Dwa duchy łączą się w obliczu trudności i tragedii życia, dwa światy rzucają razem na szalę swoje bogactwo i swoją nędzę, swoją historię i swoją wieczność. Jest to historia ludzkości od Adama i Ewy, rzutowana na ich kruchą egzystencję. Cała Męskość i cała Kobiecość przewodniczą w tych narodzinach miłości i oczekują rozpoznania w tym résumé wszechstronnej odpowiedzi na ich oczekiwania, cudu. Oto dlaczego każda miłość jest zawsze niepowtarzalna i jej obietnica jest jak pierwszy promień słońca o poranku.
Dziewictwo monastyczne ma przywilej ujawnienia absolutnego waloru ludzkiej osoby, potwierdzenia wielkości małżeństwa. Jednakże mnich może porzucić swój stan monastyczny w imię wartości osoby i swego wolnego wyboru. Oto dlaczego w imię sprawiedliwości ta sama wolność powinna być ofiarowana małżonkom. Ich „tak” autentycznie oddaje warunek, że w każdej chwili mogą powiedzieć „nie”.
W sposób wolny, po królewsku, zbliżają się do czystości i u kresu pełnej wolności ich miłość przekracza ten świat zdążając ku swemu własnemu celowi, zwiastuje królestwo, staje się światłością ukazującą przemienioną rzeczywistość [Tamże, s. 258-266].



5. JOHN MEYENDORFF (1926-1993)

MAŁŻEŃSTWO W PERSPEKTYWIE PRAWOSŁAWNEJ
(fragmenty)

Małżeństwo jako misterium (sakrament)

„Tajemnica to wielka, a ja mówię w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5,32). W piątym rozdziale Listu do Efezjan odkrywamy nowy sens chrześcijańskiego małżeństwa, który nie powinien zostać zredukowany ani do żydowskiego utylitaryzmu, ani do rzymskiego legalizmu. Odkrywamy możliwość i odpowiedzialność daną każdemu, mężczyźnie i kobiecie, aby przemienić „ich zgodę” w rzeczywistość królestwa.
Każdy ludzki byt jest członkiem ziemskiej społeczności, obywatelem swojej ojczyzny i członkiem swojej rodziny. Nie może odrzucić swojej posługi egzystencji materialnej i powinien wypełnić swoje obowiązki społeczne. Ewangelia nie zdejmuje z człowieka odpowiedzialności za świat i za ludzkie społeczeństwo. Autentyczne chrześcijaństwo nigdy nie zalecało odrzucenia świata. Sami mnisi oddają specjalną posługę światu i nie wypierają się ani jego istnienia, ani jego znaczenia, a jedynie ujawniają swoje pretensje do kontrolowania człowieka, ograniczając jego wolność. Powołanie człowieka „na obraz i podobieństwo Boże” w nim – oznacza przede wszystkim wykorzystanie w sposób nieograniczony, „Boski” i wolny, swych twórczych mocy, pragnienia absolutnego Dobra, najwyższych form Piękna, prawdziwej Miłości, pragnienia bycia prawdziwym doświadczeniem samego Boga, ponieważ Bóg jest Dobrem, Pięknem, Miłością i sam kocha człowieka. Człowiek może wołać do Niego, a jego głos będzie wysłuchany i człowiek może mieć doświadczenie swojej Miłości. Dla chrześcijanina Bóg nie jest pojęciem do zrozumienia, lecz osobą, którą należy poznać: „Ja jestem w Ojcu, wy we Mnie i Ja w was” (J 14,20). Człowiek odkrywa w Bogu swoje własne człowieczeństwo, ponieważ został stworzony „na obraz Boży”. Chrystus, będąc prawdziwym Bogiem, objawił równocześnie prawdziwe człowieczeństwo, nie wbrew swojej Boskości, ale właśnie dlatego, że jest prawdziwym Bogiem: w Nim widzimy Boskość jako jedyną normę człowieczeństwa.
Kiedy człowiek jest chrzczony i staje się jednym ciałem z Chrystusem w Eucharystii, staje się w istocie bardziej autentycznym człowiekiem niż jest; odnajduje bardziej autentyczną relację z Bogiem i z podobnymi sobie oraz odnajduje swoją odpowiedzialność za świat wraz z nieograniczoną mocą kochania, daną przez Boga.
Jeżeli św. Paweł określa małżeństwo jako „misterium” (czyli tajemnica), to trzeba powiedzieć, że w małżeństwie człowiek nie zaspokaja jedynie potrzeb swojej ziemskiej egzystencji w świecie, ale równocześnie realizuje znaczącą część celu dla jakiego został stworzony. Mówiąc inaczej wchodzi do królestwa życia wiecznego. W świecie człowiek posiada wielość darów i mocy (materialnych, intelektualnych, emocjonalnych), ale jego istnienie jest ograniczone przez czas. Będąc „zrodzonym z wody i Ducha” wchodzi do królestwa życia wiecznego, bowiem przez Zmartwychwstanie Chrystusa to królestwo jest już osiągalne, można mieć jego doświadczenie, uczestniczyć w nim. Nazywając małżeństwo „misterium” św. Paweł podkreśla, że małżeństwo ma również swoje miejsce w wiecznym królestwie. Małżonkowie stają się jednym bytem, jednym ciałem, w ten sam sposób jak Syn Boży jest jednym bytem, czyli Bogiem, który stał się również człowiekiem, aby zgromadzenie Jego ludu mogło stać się Jego ciałem. Dlatego też narracja Ewangelii tak często porównuje królestwo Boże z ucztą weselną, co realizuje prorocze wizje Starego Testamentu na temat zaślubin Boga z Izraelem, narodem wybranym. Z tego powodu prawdziwe chrześcijańskie małżeństwo może być tylko jedno nie na mocy jakiegoś abstrakcyjnego prawa lub jakiejś zasady moralnej, ale właśnie dlatego, że jest misterium królestwa Bożego, wprowadzającym człowieka w wieczną radość i wieczną miłość.
Jako misterium, czyli sakrament, małżeństwo chrześcijańskie zderza się z praktyczną i empiryczną rzeczywistością „upadłego” człowieczeństwa. Ukazuje również, że sama Ewangelia jest ideałem, którego nie można osiągnąć. Jednakże istnieje podstawowa różnica między „sakramentem” i „ideałem”. Sakrament nie jest abstrakcyjnym wymysłem. Jest doświadczeniem, w którym człowiek nie jest jedną stroną, ale zawsze działa we wspólnocie z Bogiem. W sakramencie człowiek uczestniczy bardzo konkretnie w Duchu, jednakże bez przestania bycia zawsze pełnym człowiekiem. Przeto, jak to już powiedziano, staje się bardziej autentycznym człowiekiem i realizuje swój pierwotny cel. Sakrament jest przejściem do prawdziwego życia, czyli do zbawienia człowieka. Jest otwartą bramą, prowadzącą do prawdziwego i czystego człowieczeństwa.
Z tego powodu sakrament nie wywołuje magicznych skutków. Duch Święty nie likwiduje ludzkiej wolności, lecz wolność ogranicza grzech. Kościół nie działa po prostu przez prawa i zakazy. Ujawnia prawdziwą naturę człowieka, a zwłaszcza jego seksualność. Ujawnia, że funkcja seksualna nie jest zła sama w sobie i może zostać „odkupiona” oraz przemieniona, podobnie jak i inne przejawy natury. To przemienienie dokonuje się poprzez miłość – nie tylko ludzką miłość, ale także tę, która jednoczy Chrystusa z Kościołem. Dla chrześcijanina wszelkie funkcje seksualne poza tą formą „odkupienia” w mocy przemieniającej, którą ochrzczeni otrzymują w sakramencie małżeństwa, jest upadkiem i złamaniem swojej godności duchowej. W nowym życiu to, co niemożliwe, staje się naprawdę możliwe pod jednym warunkiem, a mianowicie, że człowiek zaakceptuje to, co Bóg mu daje. Odnosi się to również do małżeństwa.
Błędy, nieporozumienia, a także świadome bunty przeciwko Bogu, inaczej nazywane grzechem, są możliwe skoro człowiek żyje w obecnej empirycznej i widzialnej egzystencji „upadłego świata”. Kościół rozumie je bardzo dobrze dlatego, że „misterium” królestwa objawia się w małżeństwie, które według prawosławia nie jest redukcją do zbioru reguł prawnych, ale jest tajemnicą. Jednakże autentyczne zrozumienie i pobłażliwość, usprawiedliwione ze względu na ludzkie słabości, nie są możliwe poza wyjątkiem Mt 19,9, jeżeli przyjmuje się absolutną normę doktryny Nowego Testamentu, traktującą małżeństwo jako sakrament [Le Mariage dans la perspective orthodoxe, Paris, 1986, s. 21-24].


Wybór i przekład ks. Henryk Paprocki