tłumaczenia
Eugeniusz Trubieckoj, Sens Życia, Wprowadzenie
2013-10-25
 I. PROBLEM SENSU W OGÓLNOŚCI I PROBLEM SENSU ŻYCIA

 

Próbę odpowiedzi na pytanie o sens życia powinno poprzedzić jasne i dokładne postawienie tego problemu. Przede wszystkim powinniśmy powiedzieć, co rozumiemy pod pojęciem „sens”, o który pytamy.

Pytanie o sens oznacza zajmowanie się problemem bezwarunkowego znaczenia czegokolwiek, czyli takim znaczeniem myślowym, które nie zależy od czyjegoś subiektywnego odczucia, od dowolności jakiejś indywidualnej myśli. Czy pytamy o sens jakiegoś niezrozumiałego dla nas słowa, o sens jakiegoś przeżycia lub o cel naszego życia, problem zawsze dotyczy bezwarunkowego znaczenia czegokolwiek: nie chodzi o to, co znaczy dane słowo lub przeżycie dla mnie lub dla kogoś innego, a o to, co ono powinno znaczyć dla wszystkich.

Tak rozumiany „sens” jest koniecznym założeniem logicznym i początkiem każdej myśli. Główne zadanie logicznej myśli polega na tym, żeby nie być wyłącznie subiektywnym przeżyciem. Dlatego wszelka logiczna myśl dąży do umocnienia się w czymś bezwarunkowym i ogólnym, co nosi nazwę prawdy lub sensu. Natomiast myśl wyłącznie subiektywna, która nie osiąga celu takiego dążenia, myśl niezdolna do stania się ogólnie obowiązującą, jest odrzucana przez każdego, kto myśli logicznie, jako bezsensowna. Mówiąc inaczej, „sens” jest treścią myślową o znaczeniu ogólnym lub też, że jest myśl o znaczeniu ogólnym, która jest obowiązkowa dla wszelkiej poszukującej myśli.

Nietrudno się przekonać, że tak rozumiany „sens” stanowi logicznie konieczne założenie nie tylko wszelkiej myśli, ale także wszelkiej świadomości. Świadomość znaczy bowiem nadanie sensu, czyli odniesienie tego, co jest uświadamiane sobie, do jakiegoś obiektywnego i mającego ogólne znaczenie sensu. Póki przeżywam te lub inne odczucia, wrażenia, emocje – jeszcze nie uświadamiam sobie, uświadamiam je sobie dopiero od tej chwili, gdy moja myśl, wznosząc się nad tym, co percypuję, odnosi je do jakiejś ogólnej treści myślowej, afirmowanej jako „sens”.

Załóżmy, że siedzę nad brzegiem dużej rzeki. W oddali widzę coś, co przypomina obłok. Następnie wrażenie konkretyzuje się i wyraźnie postrzegam jakiś dym. Jest to albo wiszący nad rzeką obłok, albo dym z dalekiego komina fabrycznego, a może z jadącego wzdłuż rzeki parowozu. Dym, który wydawał się nieruchomy, zaczyna się przybliżać, naśladując zakola rzeki, a równocześnie moje ucho zaczyna coraz wyraźniej rozróżniać nasilające się plaskanie po wodzie. Nagle staje się dla mnie jasny niewątpliwy sens percypowanych przeze mnie zjawisk, sens, który przemienia chaos mich wrażeń w jeden integralny obraz. Po prostu rzeką płynie parostatek. Wszystko to, co wcześniej wydawało mi się obłokiem, dymem z fabryki lub parowozu, zostaje odrzucone jako wyłącznie moje, pozorne, psychologiczne. Znalazłem coś metapsychologicznego, co jest większe od wszelkich moich odczuć, przeżyć, myśli, co jest ogólnie poszukiwane przez moje moich myśli, co one zakładają i dlatego jest nazywane „sensem”. W odróżnieniu od tego wszystkiego, co się wydaje i co odrzuciłem, ta treść myślowa, uświadamiana przeze mnie jako sens, jest zarazem afirmowana jako ogólnie obowiązująca. Skoro jest dla mnie jasne, że słyszę i widzę parostatek płynący rzeką, to domagam się, żeby wszyscy uznali to samo. Ta sama treść myślowa powinna wyrazić „sens” przeżyć i percepcji innych ludzi, który obok mnie patrzą w dal w tym samym kierunku i słuchają.

Takie znaczenie problemu „sensu” może być wykazane na dowolnym konkretnym przykładzie. Jest to zawsze problem ogólnego znaczenia myślowego określenia czegokolwiek, bezwarunkowego znaczenia dla myśli czegokolwiek poznawanego lub po prostu uświadamianego. W tym znaczeniu słowa „sensem” powinno dysponować wszystko, co sobie uświadamiamy, gdyż „uświadamiać” znaczy właśnie nadać czemuś formę myśli o znaczeniu ogólnym. Wszystko to, co nie poddaje się takiemu wyrażeniu, tym samym jest poza granicami możliwego uświadomienia sobie.

Pod „sensem” zawsze rozumiemy więc myśl o znaczeniu ogólnym, odnoszącą się do czegokolwiek, i w tym znaczeniu sensem dysponuje wszystko, co może być wyrażone w myśli bez rozróżnienia tego, co jest wartościowe i bezwartościowe. Tak rozumiany „sens” może być wyrażony z oceną pozytywną lub negatywną w odniesieniu do każdego przedmiotu naszego poznania, gdyż ocena negatywna, podobnie jak i pozytywna, może być przybrana w formę myśli o znaczeniu ogólnym. Możemy mówić o „sensie” dobrym, złym lub obojętnym w odniesieniu do dobra i zła takiego lub innego czynu bądź faktu. Wszystkie te wypowiedzi w jednakowym stopniu mogą pozostawać w pełnej zgodności ze słowem „sens” w jego szerokim znaczeniu.

Jednak poza tym ogólnym znaczeniem myśli, słowo „sens” ma jeszcze inne, specyficzne znaczenie pozytywnej i ogólnie znaczącej wartości i właśnie w tym znaczeniu jest ono rozumiane, kiedy stawia się problem sensu życia. W tym wypadku chodzi, oczywiście, nie o to, czy życie może (bez względu na jego wartość) być wyrażone w terminach myśli o znaczeniu ogólnym, a o to, czy warto żyć, czy życie ma pozytywną wartość, a przy tym wartość ogólną i bezwarunkową, wartość obowiązującą dla każdego. Taka wartość jako ogólna dopuszcza wyrażenie myślowe o znaczeniu ogólnym, a tym samym ścisłe znaczenie słowa „sens” w danym wypadku nie likwiduje, a uzupełnia jego znaczenie ogólne. W tym wypadku zasadniczą, jak i we wszystkich pytaniach o „sens”, jest myśl o znaczeniu ogólnym, a przy tym – myśl o znaczeniu ogólnym na temat wartości. Należy więc przede wszystkim rozpatrzyć, jakimi danymi dysponujemy dla rozwiązania naszego zadania.

 

II. POSZUKIWANIE PRZEZ KAŻDĄ ŚWIADOMOŚĆ

SENSU OGÓLNIE OBOWIĄZUJĄCEGO I METACZASOWEGO

 

W tym celu, żeby poszukiwana przez nas świadomość sensu życia była jasna i głęboka, najpierw powinniśmy zdać sobie sprawę z koniecznych założeń wszelkiej świadomości.

Z jednej strony, materiałem dla naszej świadomości są różnorodne przeżycia psychiczne – odczucia, wrażenia, uczucia. Z drugiej strony, jak już wyjaśniono, sam akt świadomości wyraża się w odniesieniu tego całego materiału psychologicznego do czegoś o znaczeniu ogólnym i metapsychologicznym – do sensu. Ten sens metapsychologiczny jest głównym i koniecznym założeniem wszelkiej świadomości jako takiej. Przed wszelką konkretną świadomością, przed wszelkimi podejmowanymi przeze mnie wysiłkami, żeby sobie coś uświadomić, ja zakładam, że te przeżycia, które chcę sobie uświadomić, mają jakiś obiektywny sens i dlatego mogą być wyrażone w formie myśli o znaczeniu ogólnym.

Każdy akt mojej świadomości zakłada jako cel swoich poszukiwań, myśl działająca poza granicami wszelkiego myślenia subiektywnego, treść świadomości działającą poza wszelką świadomością indywidualną, psychologiczną.

Albo ta myśl o znaczeniu ogólnym istnieje, albo też całe nasze myślenie jest wyłącznie iluzją. Albo każda świadomość jest bredzeniem, fałszem, albo też istnieje jakaś metaindywidualna, metapsychologiczna treść świadomości, która stanowi jej autentyczny sens. Samo słowo „świadomość” (łac. con-scientia) oznacza pewien złożony akt ducha, w którym przeżycia psychologiczne są dopełnione przez coś, co jest uświadamiane. To jest właśnie metapsychiczny element świadomości, jej obiektywny sens, do którego odnoszę moje przeżycia psychiczne.

Należy raz na zawsze odciąć się od tej fałszywej teorii psychicznej, która twierdzi, że jakoby w świadomości mamy do czynienia wyłącznie ze stanem naszej psychiki. Gdyby było to słuszne, to nie mielibyśmy świadomości. Gdyby całe moje życie duchowe składało się wyłącznie ze zmiennych stanów psychicznych, to nie mógłbym wznieść się ponad te stany, czyli nie mógłbym ich sobie uświadamiać. Nasza świadomość jest większa od wszystkich swoich zmiennych stanów dlatego, że wznosi się ponad te stany i odnosi je do czegoś metapsychicznego, co nosi nazwę „sensu”.

Przypatrzmy się uważnie istocie tego metapsychicznego elementu, a zobaczymy wyraźnie, na czym polega jego różnica od „stanów świadomości”. Jego jedna cecha – powszechność – została już wymieniona wcześniej: ci, którzy patrzą w dal nad brzegiem rzeki, bez wątpienia widzą i przeżywają tę dal w różny sposób. Wśród nich mogą być dalekowidze, krótkowidze, daltoniści, ludzie z wyjątkowym słuchem i głusi, a to oznaczałoby, że ich „stany świadomości” są różne. Tym nie mniej sens ich przeżyć – „rzeką płynie parostatek” – jest jeden i ten sam. On dysponuje cechą powszechności i bezwarunkowości, jest obowiązujący dla wszystkich.

Do tego dołącza się druga istotna cecha „sensu”. W odróżnieniu od „stanów świadomości”, zmiennych i płynnych, sens w swej istocie jest niezmienny i nieruchomy. W „stanach świadomości” obserwatorów na brzegu rzeki – w naszym przykładzie – każda chwila różni się od wszystkich poprzednich i następnych. Narasta dym, to białawy, to czarny, narastają i zmieniają się dźwięki. Płynący statek to zbliża się, to kryje się za zalesioną linią brzegu, to znowu się pokazuje. Bez względu jednak na to, jak zmienia się krajobraz, jej ogólny sens jest – „rzeką płynie parostatek” – pozostaje jeden i ten sam. Bez względu na to, jak bardzo zmienia się krajobraz lub wydarzenie, które obserwujemy, sens obserwowanych zjawiska jest zawsze metaczasowy, zawsze jest przybrany w formę wieczności. Opisany powyżej krajobraz może odejść w daleką przeszłość, ale z tego powodu nie zmieni się jego sens. Wszystko jedno, to, co widziałem nad brzegiem rzeki także po upływie całej serii lat będzie oznaczało to samo – „rzeką płynie parostatek”. Niezmienny, oczywiście, nie jest sam fakt, a niezmienna jest prawda wyrażająca sens tego faktu. Bez względu na to, jak szybko przemija ten lub inny fakt, ma on zawsze swój niezmienny sens, czyli swoją niezmienną prawdę.

Mówiłem już, że bez odniesienia do sensu nie ma świadomości, że uświadamiać sobie znaczy „nadać sens”. Teraz staje się jasnym, że uświadamiać oznacza wznieść się ponad czas, mało tego, wznieść się do metaczasowego poziomu to, co jest uświadamiane, bez względu na jego przemijalność. Ogólne prawo wszystkiego tego, co dzieje się w czasie, wyraża znane sformułowanie Heraklita – „wszystko płynie”. Ledwo nazwaliśmy rzecz, a ona już się zmieniła, jakby utraciła swoją tożsamość. Na tej podstawie, jak wiadomo, kontynuatorzy Heraklita uznawali niemożliwość formułowania jakichkolwiek opinii na temat rzeczy, skoro nie ma nic niezmiennego, tożsamego sobie, a więc wszystko, co zostało wypowiedziane o jakiejś rzeczy natychmiast po wypowiedzeniu lub nawet w samej chwili wypowiadania powinno okazać się fałszem, gdyż rzecz już się zmieniła. Błąd tego sofizmatu, zbudowanego na nauce Heraklita, polega na pomieszaniu faktu i jego sensu. Właśnie stąd wynika błędny wniosek, jakoby zmienność faktu wykluczała niezmienność jego sensu lub też niezmienność prawdy o tym fakcie. W rzeczywistości – bez względu na to, jak zmienia się fakt – ta zmienność nie wyklucza możliwości wygłaszania opinii, gdyż odnoszą się one do metaczasowego sensu tego, co się zmienia. Według Heraklita nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, gdyż ta rzeka, w której wcześniej się kąpałem, już przepłynęła, a wchodzi się do innej rzeki. Mówiąc ściśle, nie można do jednej i tej samej rzeki wejść nawet jeden raz, gdyż rzeka nie pozostaje nawet przez jedną sekundę jedną i tą samą: tej trwającej rzeczywistości, którą nazywamy rzeką, w ogóle nie ma. Błąd Heraklita polega na tym, że słowo „rzeka” nie oznacza jakichś przenoszonych przez nurt kropli, potoków lub zmiennych stanów, a pewien niezmienny sens całej tej płynnej serii stanów. Rzeka pozostaje rzeką, bez względu na to, jakie wody w niej płyną, jakiego jest koloru, bez względu na pogodę i czas dnia, co wpływa na wygląd samej rzeki. Słowo „rzeka” wyraża bowiem coś zdobytego przez świadomość od czasu, pewien stały i niezmienny „sens” czegoś, co płynie.

To rozróżnienie płynnej rzeczywistości od jej sensu daje nam klucz do rozwiązania drugiego słynnego sofizmatu starożytności, odnoszącego się do problemu ruchu. Eleata Zenon, jak wiadomo, negował realność ruchu i na dowód wskazywał na niemożliwość myślenia o ruchu bez sprzeczności. Jeśli spróbujemy, na przykład, wyrazić w terminach myśli ruch lecącej strzały, to powinniśmy myśleć o niej jako o równocześnie poruszającej się i pozostającej w stanie spoczynku. Strzała powinna poruszać się i przebywać w każdym punkcie, przez który przechodzi. Jeśli porusza się, to nie może przebywać w żadnym punkcie, a jeśli gdzieś przebywa, to nie może się poruszać.

Sprzeczność można wyjaśnić przez wskazanie na poplątanie realnego procesu, którym jest nieustanny ruch oraz niezmienny sens tego procesu. W obrazie lecącej strzały bez wątpienia występuje połączenie ruchu i spoczynku, ale nie ma tej logicznej sprzeczności, która niepokoiła Zenona, gdyż określenia „ruch” i „spoczynek” odnoszą się w tym wypadku do różnych podmiotów. Ruch strzały nie zostaje przerwany przez spoczynek ani w jednym punkcie i dokonuje się bez przerw. Natomiast myśl, wydająca opinię o tym ruchu i kreśląca linię lotu strzały, bazuje zarówno na tej linii jako całości, jak i na każdym jej poszczególnym punkcie. Dla tej myśli wszystkie punkty linii łączy jeden niezmienny sens, który wyraża się słowem „ruch”. Bez względu na to, jak zmienia się to, o czym myślimy, prawda na ten temat jest niezmienna. Ruch jest nieustanną zmianą, natomiast wieczny i niezmienny jest sens, w którym uświadamiamy sobie ten ruch. Pod takim określeniem ruchu zawsze rozumiemy jedno i to samo, przy czym między niezmiennością sensu i zmiennością tego, co go wyraża, nie ma żadnej sprzeczności.

Błąd Zenona jest często powtarzany w naszych czasach. Niedawno Bergson, który nie zauważył tego błędu, wyprowadził z dopiero co zacytowanej argumentacji starożytnego filozofa wniosek, że nasza myśl, operująca niezmiennymi pojęciami ogólnymi, tym samym nie jest w stanie odtworzyć nieprzerwany proces realny, realny ruch. W rzeczywistości jest odwrotnie. Wyraźnie zdajemy sobie sprawę z nieprzerwalności realnego procesu. Ta myśl jest nam dostępna dlatego, że dla naszego rozumu wszystkie punkty ruchu i wszystkie momenty czasu w ciągu którego dokonuje się ruch, są powiązane w intuicji sensu metaczasowego i tym samym takiego, który nie może być przerwany w czasie. Gdybyśmy mogli myśleć o wszystkich momentach ruchu nie inaczej, jak jeden po drugim i nie bylibyśmy w stanie myśleć o nich jako o jednym ruchu, nie moglibyśmy połączyć i powiązać tych momentów i tych punktów w jedną całość: wtedy ruch ulegałby dla nas przerwaniu w każdej pomyślanej przez nas jego części. Mówiąc inaczej, w tym wypadku dla nas nie byłoby samego przejścia od punktu do punktu, czyli samego ruchu. Tym samym pojęcie nieprzerywności staje się nam dostępne właśnie na mocy zdolności naszej myśli do wzniesienia się ponad czas i myślenia jako o jednej całości o tym, co już dokonało się w czasie, jak i o tym, co się dokonuje i o tym, co jeszcze nie nastąpiło. Każda synteza momentów, rozdzielonych między sobą w czasie, jest możliwa jedynie przez intuicję sensu metaczasowego.

Każdy ruch, każde wydarzenie w czasie ma swój niezmienny sens – prawdę, która je wyraża: inaczej wszelkie wypowiadanie się o tym ruchu lub wydarzeniu nie byłoby prawdą. Metaczasowy sens ruchu i wszystkiego, co pozostaje w ruchu, jest zakładany przez wszystkie nasze opinie na ten temat, przez całą naszą świadomość. Może to być wyjaśnione na przykładzie każdej naszej opinii na temat historycznych wydarzeń przeszłości. Mówienie o historycznej przeszłości oznacza mówienie o czymś, co nie istnieje, o czymś, czego już nie ma. Tymczasem każda nasza opinia na temat wydarzeń rewolucji francuskiej zakłada, że przedmiot naszych rozważań jest prawdziwy, że w nim zachowuje się każdy moment zmiennej rzeczywistości. Gdyby wszystkie momenty ruchu w jakiś sposób nie zachowały się w prawdzie, ruch nie byłby do pomyślenia, nie moglibyśmy skonstruować samego pojęcia ruchu, byłoby ono po prostu fałszywe. Myśleć o ruchu, to znaczy myśleć o każdym jego momencie i każdym punkcie przez który on przechodzi jako o czymś, co znika w czasowej rzeczywistości i równocześnie trwa w prawdzie.

Pozostaje nam wyjaśnić, czym jest ta trwająca prawda nad tym, co jest w ruchu, czym jest metaczasowy sens, przez który uświadamiamy sobie wszystko, co sobie uświadamiamy.

 

III. PRAWDA JAKO AKT BEZWARUNKOWEJ ŚWIADOMOŚCI

 

Wiemy już, że „uświadomić sobie” znaczy znaleźć treść myślową o znaczeniu ogólnym, myśl, która wyraża sens tego, co sobie uświadamiamy, czyli jego prawdę. Tak zwana „błędna świadomość” nie jest świadomością w sensie właściwym, a nieudaną próbą uświadomienia sobie czegoś, rzeczywistością pozbawioną treści, symulacją świadomości. Dopóki jedynie zakładam coś na temat swoich przeżyć, to poznaję nie podstawowy ich sens, a jedynie moje przeżycia. Uświadomić sobie w sensie właściwym – znaczy nie wróżyć na temat prawdy lub sensu tego, co jest percypowane, a opanować ten sens. Nie ten uświadamia sobie swoje przeżycie, kto myśli, że „być może, uderzył grom lub wóz jedzie przez most”. Ten, kto sobie coś uświadamia, ten wie. Sens lub prawda są właśnie tym, co podnosi naszą myśl na stopień świadomości.

Stąd wynika, że sens-prawda jest nieoddzielny od świadomości. Jest to sens immanentny świadomości, który jako taki nie może być afirmowany oddzielnie od świadomości.

W tym wypadku wszystkie nasze twierdzenia o prawdzie i sensie przekształcają się w antynomię, gdyż jedna i ta sama prawda w konieczny sposób ukazuje się nam jako transcendentna i jako immanentna świadomości.

Z jednej strony, jak już widzieliśmy, prawda jest czymś metapsychologicznym, do czego odnosimy nasze przeżycia psychologiczne, gdyż ta prawda, przez którą oceniamy wszystkie nasze przeżycia, jest czymś transcendentnym, obcym naszej świadomości jako aktowi psychicznemu. Prawda-myśl jest rzeczywista bezwarunkowo i tym samym niezależnie od mojej, twojej lub jakiejkolwiek świadomości psychologicznej. Jednak z drugiej strony w każdym akcie poszukiwawczym naszej świadomości prawda-sens, której poszukujemy, jest zakładana jako treść świadomości, a przy tym treść o znaczeniu ogólnym. Nie jest to trudne do wyjaśnienia na przykładach, zwłaszcza na prawdach czasowego bytu.

„Wiosną X roku skowronki przyleciały dziewiątego marca”. „Druga wojna punicka trwała od 218 do 201 roku przed Chrystusem”. Na czym polega prawda tych dwóch twierdzeń? Dla kogoś, kto określa prawdę jako „byt”, twierdzenia te natychmiast przekształcają się w fałsz: przylatujące skowronki, jeśli one jeszcze istnieją na świecie, dawno już odleciały. Również Hannibal, Scypion i wszyscy pozostali bohaterowie drugiej wojny punickiej, jak i sama wojna, dawno już temu przeszły do „niebytu”. Tymczasem prawda o tych faktach z przeszłości jest czymś takim, co trwa po likwidacji samych faktów. Nie trwa sam czasowy „byt”, a pewna niezmienna i metaczasowa treść świadomości, która jest wyrażana w opiniach: „skowronki przyleciały dziewiątego marca” oraz „druga wojna punicka trwała od 218 do 201 roku”.

Afirmowanie jakiejś prawdy zawsze oznacza afirmowanie jakiejś treści świadomości w ogólnej i bezwarunkowej formie. Można to wykazać na dowolnym konkretnym przykładzie, o jakie prawdy chodzi. Z tego wynika, że wiara w prawdę-sens, którą zakłada każda nasza opinia i każdy akt naszej świadomości, jest w istocie wiarą w trans-subiektywną, metapsychologiczną treść świadomości, czyli takich treści świadomości, które zachowują swoją rzeczywistość i znacznie całkowicie niezależnie od tego, czy są uświadamiane lub nieuświadamiane przez takie lub inne psychologiczne podmioty świadomości. Ta treść świadomości, którą wyrażamy słowami „ziemia obraca się wokół słońca” będzie prawdą, chociażby ani jeden psychologiczny podmiot o tym nie wiedział. Kiedy badamy, odkrywamy przez nikogo dotychczas nieodkrytą prawdę, to nie poszukujemy jakiegoś „bytu” niezależnego od świadomości, a właśnie tę treść świadomości (o bycie lub czymkolwiek), którą moglibyśmy afirmować jako bezwarunkową, mającą znaczenie ogólne i rzeczywiste, niezależnie od czyichkolwiek przeżyć psychologicznych.

Samo sformułowanie „znaczenie ogólne” nie jest w pełni adekwatne i dokładnie wyrażające szczególną cechę prawdy, gdyż mimowolnie zmusza nas do myślenia o jakichś psychologicznych podmiotach świadomości, dla których prawda coś „znaczy”. Tymczasem właśnie od wszystkiego, co psychologiczne, należy abstrahować przy określaniu prawdy. Stwierdzenie „ziemia obraca się wokół słońca” pozostaje prawdą, chociażby psychologicznie ona dla nikogo nic nie znaczyła. Prawda jest taką treścią świadomości, która dysponuje bezwarunkowo rzeczywistością niezależnie od czegokolwiek psychologicznego.

Stąd wynika, w jakim sensie prawda jest transcendentna i w jakim sensie, przeciwnie, jest immanentna świadomości. Ona jest myślą o znaczeniu ogólnym poza granicami mojego myślenia jako aktu psychologicznego i ogólnie znaczącą treścią świadomości poza granicami mojej świadomości. Jest ona dla mnie transcendentna, ponieważ nie uświadamiam jej sobie psychologicznie. Będąc jednak transcendentną dla mojej psychologicznie ograniczonej świadomości, prawda w żadnym wypadku nie jest transcendentna w stosunku do świadomości jako takiej, świadomości w ogóle, gdyż z samej swojej natury prawda jest myślą o znaczeniu ogólnym, treścią świadomości dysponującą formą powszechności i bezwarunkowości.

Jedynie taka prawda stanowi podstawę mojej świadomości i poznania. Mogę wznieść się w akcie świadomości do metapsychologicznego sensu tego, co przeżywam, mogę ogarnąć myślą coś, co przekracza moje zmienne stany psychologiczne – a więc mogę przesuwać do nieskończoności psychologiczne granice mojej świadomości i myśli, a tym samym moja świadomość i myśl nie mogą być ani psychologiczne, ani logiczne. Wszystko, co sobie uświadamiam, tym samym jest treścią świadomości i nic, poza myślą, moja myśl nie może uchwycić. Zakładanie istnienia prawdy (a prawda jest zakładana przez naszą świadomość i myśl w sposób nieunikniony, konieczny) właśnie oznacza założenie, że ponad moimi opiniami i myślami jest pewna bezwarunkowa myśl o tym, co poznaję i co jest bezwarunkowe nad moją świadomością, jest obiektywną treścią świadomości, która wyraża sobą autentyczną istotę tego, co jest poznawane.

Ta teoria poznania, która przedstawia prawdę jako niezależny od myśli i będący poza nią przedmiot poznania, a samo poznanie jako myślową kopię tegoż przedmiotu, powinna zostać raz na zawsze odrzucona. Gdyby bowiem prawda-oryginał była poza myślą, to myśl nie mogłaby zdjąć z niej kopii. Myśl może zdejmować kopie tylko z myśli. Prawda byłaby bezwzględnie nieporównywalna z moimi fałszywymi opiniami i fałszywymi myślami, gdyby sama nie była określoną myślą, określoną treścią świadomości. W każdym wypadku zakładamy, że prawda jest określoną myślą, określoną treścią świadomości, inaczej cały proces porównywania i wyboru między myślami byłby pozbawiony wszelkiego sensu. Widzę na horyzoncie jakieś nieokreślone białe kontury. Być może, jest to obłok, ale być może jest to daleki szczyt górski. Bez względu na to, jak bym rozwiązywał ten spór dwóch przeciwstawnych wyobrażeń, myśli i opinii, to jednak nie wyjdę ze świadomości i myśli. Każde rozwiązanie będzie afirmować jako prawdę nie coś poza myślą i poza świadomością, a tę lub inną określoną myśl, tę lub inną określoną treść świadomości.

Zgodnie z potocznym poglądem prawda jest możliwą treścią świadomości dla możliwych psychologicznych podmiotów. Byłoby poważnym błędem postrzeganie w tym określającej cechy prawdy, gdyż obecność lub nieobecność prawdy nie może zależeć od żadnego faktu psychologicznego. Prawda-sens naszej świadomości koniecznie jest zakładana jako coś działającego niezależnie od nas, bezwarunkowo rzeczywistego: nie może być uwarunkowana realnie przez istnienie podmiotu psychologicznego, mogącego ją uświadamiać sobie. Jest taki podmiot lub nie ma go, prawda jest zawsze. Dokładnie tak samo podmiot psychologiczny „mogący sobie uświadamiać” nie jest logicznym warunkiem istnienia prawdy, gdyż właśnie ze swojej natury logicznej prawda jest bezwarunkowa.

Ta bezwarunkowość i w szczególności – psychologiczna bezwarunkowość prawdy – jest założeniem wszelkich naszych sądów o jakiejkolwiek prawdzie. Wierzyć w to, że ta góra rzeczywiście istnieje – znaczy założyć, że ona istnieje nie tylko dla możliwego obserwatora. Dla psychologicznego podmiotu świadomości obserwowanie faktów przeszłości w teraźniejszości nie jest możliwe. Jednak zakładamy, że te fakty rzeczywiście działają w prawdzie. W tych wypadkach, gdy obserwowanie góry lub innego zjawiska jest psychologicznie możliwe, nie jest warunkiem prawdziwości istnienia góry, przeciwnie, obserwacja jest możliwa dlatego, że góra rzeczywiście istnieje.

Prawda jest więc koniecznie zakładana przez nas jako taka treść świadomości, która rzeczywiście jest nie tylko poza granicami naszej świadomości, ale także poza granicami wszelkich przeżyć psychologicznych. Jest to nie tylko rzeczywistość logiczna, ale także ontologiczna, gdyż prawda obejmuje wszystko, co jest: każdy byt w niej jest zawarty i w niej znajduje swoje bezwarunkowe określenie. Jest dlatego, że jest w prawdzie – mówiąc inaczej, prawda jest istniejąca, inaczej nie mogłaby być prawdą bytu.

W jakim sensie jest ona istniejąca? Wiemy, że cała rzeczywistość prawdy jest rzeczywistością treści świadomości. Tym samym wierzyć w nią znaczy zakładać bezwarunkową świadomość czegoś autentycznie istniejącego i autentycznego. Chociażby na świecie w ogóle nie było podmiotów psychologicznych, mogących percypować i uświadamiać sobie, prawda jest. Prawda jest więc pewną treścią świadomości, mającą na sobie znamię konieczności, powszechności i bezwarunkowości. Jest pewna bezwarunkowa i powszechna świadomość metapsychologiczna, tak co do formy, jak i co do treści. Ja – podmiot psychologiczny – mogę poznać prawdę dlatego, że w jakiś sposób mam kontakt z tą świadomością.

Moje wyobrażenia i opinie dysponują istnieniem jedynie umownym: kiedy mnie nie będzie, ich też nie będzie. Przeciwnie, prawda jest taką treścią świadomości, która jest bezwarunkowa, chociażby nas, ludzi, w ogóle nie było. Prawda zawsze wyraża wieczną i aktywną świadomość, chociażby była nawet prawdą jakiegoś przemijającego faktu. Cezar i Hannibal dawno temu odeszli, ale te treści świadomości, które wyrażają prawdę o Cezarze i Hannibalu, pozostają wiecznie rzeczywiste. Czymże więc jest rzeczywistość treści poznania, która nie zależy od istnienia psychologicznych podmiotów świadomości? Czyż nie jest oczywiste, że założenie prawdy, na czym bazuje cała nasza świadomość i myślenie, są całkowicie tożsame z założeniem bezwarunkowej lub absolutnej świadomości? Albo prawda jest aktem bezwarunkowej świadomości, albo prawdy nie ma w ogóle.

 

IV. PRAWDA JAKO WSZECHJEDNA MYŚL I WSZECHJEDNA ŚWIADOMOŚĆ

 

To założenie bezwarunkowej świadomości stanowi konieczne założenie każdego aktu naszej świadomości. Wiemy już, że uświadamiać sobie cokolwiek znaczy znalezienie pewnej bezwarunkowej metapsychologicznej treści świadomości, która stanowi prawdę lub sens tego, co jest uświadamiane. Albo istnieje metaczasowy sens, którego poszukujemy, albo nasze poszukiwanie jest bezowocne. Albo rzeczywiście wszystko, co chcemy poznać, jest od wieków uświadomione jako bezwarunkowe, albo w ogóle nie ma tej prawdy, która stanowi podstawę naszej świadomości. Nie ma tego, co jest przez nas uświadamiane, ale w takim wypadku sama nasza świadomość jest czystą iluzją.

Bezwarunkowa świadomość – oto fundament, który jest zakładany przez naszą subiektywną świadomość antropologiczną. Bez tego fundamentu wszystko w mojej świadomości pogrąża się w mroku, wszystko znika – i materia, i forma, wszystko miesza się w chaosie subiektywnych przeżyć, nad którymi nie mam sił, żeby zapanować, gdyż mogę uświadamiać sobie coś jedynie w świetle bezwarunkowej świadomości. Każdy akt mojej świadomości zakłada, że to co poznaję, jest zawsze bezwarunkowe. Każdy akt poszukiwawczy mojej myśli zakłada pewien „sens” metaczasowy, którego poszukuję, czyli pewien metaczasowy akt bezwarunkowej myśli.

Jeśli wnikniemy w istotę głównego założenia naszej świadomości, to odkryjemy jej dalsze określenia. Uświadamiać sobie cokolwiek, znaczy znaleźć jedyną prawdę, jedyny sens tego, co poznajemy. Naszych myśli i opinii może być bezgraniczna ilość, ale prawda jest jedna dla wszystkich. Uświadamiać sobie to znaczy odnieść to, co jest uświadamiane, do tego jednego, wszystkich obowiązującego sensu – prawdzie.

Prawda to – taka treść świadomości, która dla wszystkich jest jedna – taka myśl o tym, co jest uświadamiane, która jest obowiązująca dla wszystkich. Równocześnie prawda w konieczny sposób jest zakładana jako myśl wszystko ogarniająca, wszystko, co jest rzeczywiste i możliwe. Każdy akt mojej świadomości zakłada, że na temat wszelkiego możliwego przedmiotu świadomości jest tylko jedna prawda, jest tylko jedna możliwa myśl, która wyraża sens wszystkiego, co jest uświadamiane. Mówiąc inaczej, prawda ujawnia się nam jako jedna myśl i równocześnie wszystko ogarniająca, czyli jako wszechjedna myśl. Istnieje prawda o wszystkim i równocześnie prawda jest jedna. Tym samym prawda jest jednym i wszystkim w tym samym czasie. Ta jedność prawdy jest jednością bezwarunkowej prawdy o wszystkim.

Gdyby prawda nie była wszechjedną myślą, mogłyby zaistnieć dwie przeciwstawne prawdy o jednym i tym samym. Wtedy mogłoby być obiektywnie autentycznym to, że wojna punicka miała miejsce i że nie miała miejsca, że biała plama na horyzoncie jest górą i jest obłokiem. Wtedy marnością byłoby samo nasze dążenie do uświadomienia sobie, czyli znalezienia jednego sensu, jednej bezwarunkowej myśli o tym, co jest uświadamiane. Powiedzieć, że jest jedna prawda, znaczy afirmować, że jest jedna bezwarunkowa prawda o wszystkim.

Jakże odnosi się ta wszechjedna myśl-prawda do mojej ludzkiej świadomości? Jesteśmy a priori przekonani, że wszystko to, co ma charakter psychologiczny, ogarnione jest przez tę wszechjedność, że każde nasze wyobrażenie, uczucie, przeżycie ma tylko jeden możliwy sens, dopuszcza tylko autentyczne wyjaśnienie. To założenie a priori stanowi konieczne założenie całej mojej świadomości. Uświadamiać sobie znaczy odnieść coś do prawdy. Zgodnie z tym wszelki mój wysiłek uświadomienia sobie czegokolwiek a priori zakłada istnienie prawdy jako ogólnie znaczącego sensu tego, co jest sobie uświadamiane. Byłoby to niemożliwe, gdyby wszechjedność prawdy stanowiła coś absolutnie obcego świadomości. Ja odnoszę do prawdy wszelkie moje przeżycia psychiczne, wszelkie stany mojej świadomości. Jestem wcześniej przekonany, że przeżycia te są w prawdzie, inaczej moja świadomość byłaby iluzją.

Moje zmysły mogą mnie oszukiwać. Ten dom, który teraz widzę, być może wcale nie jest domem, a moim subiektywnym mirażem, moją fantazją. Jednak i w takim wypadku moje wyobrażenia dysponują prawdą, gdyż prawdziwe jest to, że teraz wyobrażam sobie dom, prawdziwe jest to, że w tej chwili przeżywam halucynację. Podobnie oszukańcze i fałszywe mogą być moje myśli, ale cały ten mój fałsz nie tylko dysponuje prawdą, ale i zostaje przezwyciężony, usunięty, i w ten sposób przekształca się w prawdę. Moja opinia, że Homer nie istniał jako osoba historyczna, może być fałszywe, ale w takim wypadku prawdą jest, że ja trzymam się tej fałszywej opinii i prawdą jest, że opinia ta jest fałszywa.

W pewnym sensie w prawdzie jest wszystko, co myślę, wszystko, co odczuwam, wszystkie stany i przeżycia mojej świadomości. Byłoby to całkowicie niemożliwe, gdyby prawda była czymś obcym świadomości jako takiej, obcą rzeczywistością. Jeśli w prawdę włączone jest wszystko to, co sobie uświadamiam i każdy akt świadomości rzeczywistej i możliwej, znaczy to, że prawda jest pełnią doskonałej i absolutnej świadomości o wszystkim. Właśnie jako pełnia wszechjednej świadomości prawda jest założeniem każdego aktu mojej świadomości i jedynie na tej podstawie bazuje nasze poszukiwanie prawdy. Przed udzieleniem odpowiedzi na nasz problem prawdy jesteśmy bezwarunkowo przekonani, że taka odpowiedź istnieje, czyli w prawdzie mogę znaleźć całą treść mojej świadomości w jej bezwarunkowym znaczeniu. Poszukiwanie prawdy jest próbą znalezienia bezwarunkowej świadomości w mojej świadomości i mojej świadomości w tym, co jest bezwarunkowe. Jeśli bezwarunkowa świadomość nie istnieje, to cała ta próba jest czystą iluzją. Wtedy nie jest możliwe żadne poznanie i żadne uświadamianie sobie. Jeśli nie ma bezwarunkowej świadomości – świadomości tożsamej z prawdą – to żadne sformułowania, opinie i intuicje świadomości nie są w stanie wyrazić prawdy. Negowanie bezwarunkowej świadomości z logiczną konsekwencją prowadzi do uzasadniania znanych założeń sofistycznych. Prawdy nie ma, a gdyby nawet istniała, to nie byłaby poznawana, a gdyby była poznawana, to nie można byłoby jej przekazać przy pomocy mowy.

Podstawowe założenie sofistyki – „człowiek jest miarą wszystkiego, co jest prawdą jako prawdy i wszystkiego, co jest fałszem jako fałszu” – nie jest niczym innym, jak kategorycznym negowaniem wszechjednej, bezwarunkowej świadomości. Każda świadomość jako taka z tego punktu widzenia jest wyłącznie ludzka, antropologiczna, a dlatego jedynie indywidualna. Jeśli jest to słuszne, jeśli nad świadomością ludzkiego indywiduum nie ma innej świadomości, jedynej, ogólnej, bezwarunkowej i w tej swojej metapsychologicznej bezwarunkowości autentycznej, wtedy sofiści mają rację. Wtedy człowiek z jego chaosem sprzecznych opinii o wszystkim, a w istocie o całym świecie, wtedy nie ma żadnych obiektywnych założeń, żeby wybrać jedną z dwóch sprzecznych opinii.

Sofistyka, jak wiadomo, została pokonana przez sokratyczny wymóg, który został wypowiedziany przez wyrocznię w Delfach: „poznaj samego siebie”. Sokrates, a po nim Platon wykazali, że w poznaniu samego siebie człowiek dochodzi do obiektywnej idei, czyli do tego, co jest metaindywidualną, powszechną i bezwarunkową świadomością.

Idea, jak ją rozumiał Platon, nie wyczerpuje się w takich określeniach jak „pojęcia” lub „istota”, gdyż idee – według Platona – nie tylko są „rozumiane” lub „uświadamiane” przez ludzi. One dysponują niezależnym, wyabstrahowanym przez ludzi istnieniem i świadomością, ale nie jest to świadomość indywidualna, nie jest to świadomość psychologiczna, a metaindywidualna, gdyż idea ze swej istoty jest powszechna. Ten świat idei, obiektywnie powiązanych w jedno, jest właśnie powszechną, bezwarunkową świadomością w odróżnieniu od świadomości indywidualnej, obiektywna myśl jest prawdą. Uświadamiać sobie – według Platona – znaczy przypominać, znaleźć w głębi swojej indywidualnej świadomości tę powszechną myśl, wszystko ogarniającą i jedyną dla wszystkich.

Jak ta obiektywna myśl-prawda odnosi się do moich przeżyć? W jakim sensie ogarnia je wszystkie? W celu dania odpowiedzi na to pytanie, należy wziąć pod uwagę, że same z siebie moje wyobrażenia, uczucia i ogólnie przeżycia psychiczne – nie są prawdą i nie są fałszem. Autentycznymi lub fałszywymi stają się one dopiero od tej chwili, kiedy próbuję uświadomić sobie ich obiektywny związek i afirmuję ten związek w swojej opinii. Okrągłe, czerwone, zielone, smaczne, twarde i tym podobne urywkowe wyobrażenia same z siebie nie są prawdą i nie są fałszem. Ale od tej chwili, kiedy powiem, że to drzewo jest zielone lub, że to drzewo jest czerwone, będę miał wyobrażenia prawdziwe lub fałszywe. Prawdziwym lub fałszywym może być jedynie synteza tych lub innych treści świadomości, a nie poszczególne treści świadomości same z siebie, wzięte w oderwaniu jedne od innych. Fałszywą będzie taka synteza, która stanowi owoc jedynie mojej indywidualnej opinii. Przeciwnie, prawdziwą będzie synteza ogólnie znacząca lub bezwarunkowa.

Prawda jest syntezą absolutną, czyli taką syntezą wyobrażeń, która ma znaczenie metalogiczne, bezwarunkowe. Wiara w prawdę, która stanowi a priori podstawę całej naszej świadomości, jest właśnie wiara w taką absolutną syntezę, w której wszystkie wyobrażenia są możliwe i rzeczywiście dane w ich bezwarunkowym znaczeniu.

Można to wyjaśnić na przykładzie podanym na początku tego wprowadzenia. Kiedy widzę ciemną plamę na horyzoncie i pytam, co to takiego – dym z fabryki, czy dym z komina płynącego parostatku, pytanie stawiam w absolutnej syntezie wyobrażeń: prawda („parostatek płynie po rzece”) w tym wypadku różni się od oszukańczej opinii subiektywnej („na horyzoncie widzę dym z fabryki”) właśnie jako synteza bezwarunkowa, a dlatego konieczna, ogólnie znacząca w odróżnieniu od syntezy dowolnej, wyłącznie subiektywnej, mającej tylko znaczenie psychologiczne.

To samo można wyjaśnić na każdym innym przykładzie. Gdy pytam o datę jakiegoś wydarzenia historycznego, to prawda, której poszukuję, jest absolutną syntezą między datą i wydarzeniem. Gdy rozwiązuję jakieś zadanie arytmetyczne, to znowu prawda będzie wyrażona w postaci syntezy jakiegoś pojęcia z jakąś liczbą. Nie przypadkiem wszystkie opinie, poszerzające nasze poznanie prawdy, są opiniami syntetycznymi. Materiałem dla takich opinii jest wszystko, co ja percypuję i przeżywam. Gdy mam do czynienia z percepcją jakiejś obiektywnej realności, bądź z moją subiektywną halucynacją, wszystko jedno, zawsze zakładam, że jest pewna absolutna synteza, która wyraża prawdę przeżywaną przeze mnie. Opinia – „dane zjawisko jest moim subiektywnym urojeniem” – jest taką samą afirmacją absolutnej syntezy dwóch wyobrażeń (widzącego podmiotu i urojenia), jak i opinia – „rzeczywiście widzę człowieka” (gdy przeżywanie widzącego wiąże się z obiektywną realnością tego, co jest widziane).

Tym samym każdy problem mojej świadomości o prawdzie – w sensie uświadamiania sobie – zakłada taką absolutną syntezę, w której wszystkie wyobrażenia rzeczywiste i możliwe są koniecznie powiązane ze sobą, powiązane wcześniej, niż zdążyłem sobie uświadomić ten związek. Wszelkie poszukiwanie prawdy-sensu zakłada ją jako syntezę już wcześniej dokonaną, przed wszelką naszą opinią. Absolutna synteza naszych wyobrażeń jest koniecznie zakładana przez nas nie tylko logicznie, ale także jako realnie poprzedzająca wszelki akt naszej świadomości. Moja próba znalezienia bezwarunkowego związku moich wyobrażeń zakłada, że ten związek jest przed wszelką możliwą opinią daną w prawdzie.

Wcześniej wykazaliśmy, że prawdzie jako takiej właściwa jest forma wieczności, że wieczną jest każda prawda, nawet prawda o wydarzeniu dokonującym się w czasie. Tym samym zakładanie możliwości prawdy znaczy zakładanie nie tylko absolutnej, powszechnej, a przy tym przedwiecznej syntezy wszystkich możliwych treści świadomości.

W celu uchwycenia jedynego sensu czegokolwiek, moja ludzka myśl powinna dokonywać się w czasie – od momentu do momentu, od jednego elementu do drugiego. W celu otrzymania sumy arytmetycznej powinienem dodać jedną liczbę do drugiej. W celu wygłoszenia opinii, że „parostatek płynie po rzece”, powinienem konsekwentnie przechodzić od jednego wrażenia wzrokowego do innego i od wrażeń wzrokowych do wrażeń dźwiękowych. Natomiast w prawdzie nie ma wszystkich tych przejść, w tym wypadku przed wszelką syntezą dana jest suma wszelkich możliwych syntez i przed naszym rozmyślaniem o naszych wrażeniach dany jest myślowy wniosek o wszystkich wrażeniach. W tym wypadku skutki są dane jednocześnie z przyczynami. W prawdzie jest od wieku dany cały łańcuch przyczyn i skutków, a tym samym cały łańcuch wydarzeń, który jawi się nam w czasie, dana jest cała nieskończona przeszłość tego łańcucha w cała jego nieskończona przyszłość.

Gdyby nie było tej metaczasowej syntezy wszystkiego, co percypujemy w prawdzie, nie bylibyśmy w stanie zebrać i powiązać dwóch myśli w czasie – cała nasza myśl byłaby unoszona przez nieprzerwany potok czasu. W tych warunkach nie byłoby świadomości. Kiedy oglądam jakieś ciało w kształcie kuli, to nie mogę od razu widzieć wszystkich jego stron. W celu obejrzenia tej kuli ze wszystkich stron, muszę obracać ją w rękach, konsekwentnie przechodząc od jednej strony do drugiej. W celu zebrania mnóstwa wrażeń w jedno wyobrażenie o kulistym ciele, powinienem założyć, że przewijające się przed moimi oczyma ciało trwa w niezmiennej prawdzie, poza moimi zmieniającymi się wrażeniami. Jedynie przez tę syntezę w metaczasowej prawdzie mogę znaleźć i uświadomić sobie dowolny przedmiot w czasie. O niczym nie mogę sądzić i niczego uświadomić sobie inaczej, jak zakładając, że wcześniej od wszelkich moich opinii moje wrażenia są już zebrane i powiązane w jednej absolutnej syntezie. Wszystko, co percypuję jest dla mnie nowe, dla mojej świadomości psychologicznej, ale w absolutnej syntezie prawdy od wieków jest cały ten łańcuch wydarzeń i wrażeń, który rozwija się przede mną, rozwija się, lub będzie się rozwijał w czasie. Mało tego, w prawdzie każde ogniwo tego łańcucha, choćby było małoznaczące, ma swoje bezwarunkowe miejsce metafizyczne i znaczenie w całości. W tym – konieczne założenie i jedyny możliwy punkt oparcia dla każdej naszej opinii na temat naszych wrażeń. Wszystkie te opinie są ni mniej, ni więcej, jak próbami dokonania absolutnej syntezy, czyli wiecznego sądu prawdy na temat każdego danego przedmiotu naszego poznania i świadomości. Tym samym zakłada się, że jest taka absolutna synteza, jest przedwieczny sąd prawdy na temat wszystkiego, o czym możliwe są jakieś opinie. Mówiąc inaczej, każda świadomość i każda opinia zakłada prawdę jako absolutną świadomość, w której wszystko jest powiązane bezwarunkowym i koniecznym związkiem. Zadaniem każdej opinii jest znalezienie, ujawnienie tej bezwarunkowej syntezy wszechjednej świadomości na temat każdego danego przedmiotu naszych osądów. Zakładany sens każdej świadomości jest absolutną świadomością, a sensem każdej opinii jest absolutna myśl. Tym samym jeśli nie ma absolutnej świadomości i absolutnej myśli, to nie ma także absolutnego sensu. Wtedy każda nasza opinia jest bezsensowna. Tym założeniem absolutnej myśli żyje nasza myśl, a rezygnacja z niego oznacza rezygnację z wszelkiego myślenia i wszelkiej świadomości, co jest niemożliwe logicznie: sama rezygnacja z absolutnej myśli, jak i każda opinia pretendująca do prawdy, logicznie zakłada absolutną prawdę, czyli ostatecznie – tę samą absolutną myśl[1].

 

* * *

 

Na zakończenie pozostaje dokładnie sformułować to założenie absolutnej świadomości, które stanowi konieczne założenie naszej ludzkiej świadomości. Należy koniecznie zauważyć, że w odniesieniu do Absolutu słowo jest bezsilne, nieadekwatne są wszystkie terminy ludzkiego języka. Niedoskonałe są też określenia: „absolutna świadomość” i „wszechjedna świadomość”. W celu uniknięcia niebezpieczeństwa psychologizmu, czyli upodobnienia tego, co jest bezwarunkowe, do naszych ludzkich przeżyć, należy cały czas mieć na uwadze tę niewystarczalność i niedokładność ludzkich słów, a zwłaszcza należy jasno uświadomić sobie, na czym to polega.

Różnica między wszechjednym rozumem i naszym ludzkim rozumem polega przede wszystkim na tym, że w pełni wszechjednego rozumu, wszystko jest tożsame z prawdą o wszystkim. Dlatego, żeby prawidłowo myśleć o tym rozumie, powinniśmy abstrahować od wszelkich właściwych naszemu rozumowi granic psychologicznych.

Przede wszystkim, jak na to już wielokrotnie wskazywano, akt wszechjednej myśli i wszechjednej świadomości nie jest procesem psychologicznym w czasie. Wiąże się z tym inna jego różnica od naszego rozumu: wszechjedna myśl jest myślą intuicyjną, a nie refleksyjną. Nasza śmiertelna myśl zawsze znajduje się w procesie poszukiwania sensu i dlatego osiąga poszukiwany sens wychodząc od jakichś nieuświadomionych jeszcze danych, o których rozmyśla, dokonuje refleksji, lub – przeciwnie – wychodząc od uświadomionego sensu, od niego podąża ku danym, wyprowadzając w stosunku do niej logiczne wnioski.

Ten proces refleksji jest całkowicie obcy wszechjednemu rozumowi: ten rozum nie przechodzi od danych do sensu lub odwrotnie – od sensu do danych. On bezpośrednio dysponuje sensem całej rzeczywistości i bezpośrednio postrzega sens we wszystkim, co jest dane. W tym celu, żeby postrzec sens czegokolwiek, nie musi on tego sensu poszukiwać, ani przez wychodzenie od danych, ani przez rozmyślanie o nim, gdyż bezwarunkowa myśl sama jest bezwarunkowym sensem wszystkiego, o czym myśli.

Działaniem wszechjednego rozumu jest bezpośrednia wiedza o wszystkim i postrzeganie wszystkiego. W tym sensie należy rozumieć sam termin „świadomość absolutna”. Wszechjeden rozum widzi i wie, a my ludzie przez niego widzimy i równocześnie uświadamiamy sobie. W stosunku do nas owo uświadamianie sobie wyraża uwarunkowanie naszej świadomości, jej zależność od bezwarunkowej wszechwiedzy. Natomiast rozum wszechjeden i absolutny niczym nie jest uwarunkowany i od niczego nie zależy. Dlatego sam termin „wszechjedna świadomość” nie jest w pełni adekwatny i może być stosowany jedynie z zastrzeżeniem, że oznacza wszechwiedzę lub jest wszechwiedzą. Określenie „świadomość” w tym wypadku nie oznacza zależności od czegokolwiek. Natomiast cechą naszego rozumu jest to, że może on myśleć i uświadamiać sobie jedynie przez kontakt z rozumem wszechjednym lub bezwarunkowym. Przeciwnie, podstawową cechą tego ostatniego jest absolutna niezależność i absolutne samookreślanie się.



[1] Szczegółowe rozwinięcie i uzasadnienie myśli przedstawionych w tym wprowadzeniu czytelnik znajdzie w mojej książce Mietafiziczeskija priedpołożenija poznania, Moskwa 1917.

tłumaczenie Henryk Paprocki

Cała książka w pdf
Eugeniusz Trubieckoj